19 marca 2017

CuteBox - edycja marcowa " Women`s Day "


Marcowe pudełko CuteBox zostało stworzone, aby sprawić nam przyjemność na Dzień Kobiet. Mimo, że dostałam pudełko kilka dni po tym dniu to i tak miło je było rozpakowywać :) Jeśli widzieliście już zawartość to wiecie jak wyglądało pudełko, jeśli nie, to zapraszam na prezentację :)
Pudełko zawiera 5 kosmetyków, książkę i przekąskę.

IDEA TOSCANA

 
Z tej linii otrzymujemy 3 produkty: szampon do włosów, odzywkę i mydełko. Szata graficzna jak najbardziej do mnie przemawia, a zawartość organicznej oliwy z toskańskich oliwek jest jak najbardziej na plus. Jestem bardzo ciekawa tych kosmetyków. Szampon i odżywka mają po 50 ml pojemności, a mydełko marsylskie 30g.

SILCARE


Następnym produktem dobieranym losowo była mleczna mgiełka do ciała. Szkoda, że trafiła mi się waniliowa, bo mimo, że lubię wanilię, to bliżej wiosny wolałabym coś bardziej orzeźwiającego.
Terapia proteinowa jest łatwa w użyciu, wystarczy nią spryskać ciało i gotowe. Pojemność 200 ml , cena ok 10,99 zł

CLOCHEE

 
Maseczka tej firmy w zasadzie zadecydowała o tym, że skusiłam się na to pudełko. Bardzo chciałam ja wypróbować, ponieważ jestem ciekawa tej marki. Otrzymałam wersje nawilżającą z glinką czerwoną i bardzo mnie to cieszy. Maska podzielona jest na 2 saszetki , dlatego starczy na 2 użycia.  Już nie mogę się doczekać kiedy ją przetestuję. Pojemność 2 x 6ml, cena ok 17 zł.

GJ GACA Chałwa lniana z gorzką czekoladą



Trafiła mi się wersja kokosowa z uroczą pandą na obrazku. Chałwa jest pyszna, podzielona na małe kosteczki, które szybko zniknęły :) Ręcznie wytwarzana, bez sztucznych barwników, konserwantów i bezglutenowa, w zasadzie nie ma wiele wspólnego z prawdziwą chałwą. Jednak jest tak smaczna, że chętnie wypróbuję pozostałe smaki. Cena ok. 10 zł.

BLIK


W pudełku znalazłam także 2 saszetki herbatki ziemiańskiej o ziołowym smaku. Miałam już okazję je pić, więc chętnie przypomnę sobie ich smak.

KSIĄŻKA - POWTÓRKA Z MIŁOŚCI


 CuteBox daje nam możliwość wyboru tematyki książki. Ja wybrałam romans/ literatura kobieca, a do wyboru były jeszcze kryminał/thiller lub fantasy. Jeszcze nie czytałam, ale na pewno t zrobię.


Pudełko bardzo mi się podoba i mocno kibicuję firmie, żeby utrzymywała dotychczasowy poziom. W kwietniu raczej się nie skuszę, bo podpowiedzi na Facebooku raczej mnie nie zachęcają, ale w maju będę bacznie się przyglądać.


Jak Wam się podoba pudełko ?


11 marca 2017

Full Mellow - kolejna porcja przyjemności


Przeglądając zdjęcia w komputerze, zdałam sobie sprawę, że nie pokazywałam Wam jeszcze kąpielowych umilaczy, jakie miałam możliwość poznać dzięki Full Mellow
Pamiętacie zapewne te słodkie babeczki, które jakiś czas temu pokazywałam, a dzisiaj kolejna porcja przyjemności.
Tym razem pani Aneta oprócz babeczek do wanny dorzuciła także balsam w kostce, który dostarcza skórze potężną dawkę odżywienia.


BOMBA KĄPIELOWA  LITTLE CHRISTMAS to dwukolorowa kula wypełniona masą dobroczynnych olejków. Znajdziemy w niej olejek kokosowy, z awokado, ze słodkich migdałów, a także olejek z nasion truskawek. Jet tak duża, że śmiało można ją wykorzystać na dwie kąpiele.
Po wrzuceniu do wanny z ciepłą wodą, kula zaczyna natychmiast się rozpuszczać przyjemnie przy tym musując.



Woda zabarwia się na różowo, a w łazience unosi się owocowy, bardzo rześki aromat. Idealne chwile dla prawdziwych księżniczek :)




JOY BATH BOMB CUPECAKE - babeczka kąpielowa o cudownym zapachu malin, żurawiny, jagód i przypraw świątecznych. Ponieważ wszystkie te kosmetyki dostałam przed świętami, ich oprawa jest jeszcze w takim klimacie :) Babeczka zapakowana była w śliczny, kartonowy domek i owinięta folią. Mimo to, zapach czuć było doskonale.



Jej spód to ta część musująca, zawierająca olejki, a górna część, w postaci kremu, odpowiedzialna jest za złuszczanie naskórka, czyli jest to forma peelingu. Formuła tego delikatnego scrubu została ulepszona i już nie jest tak twarda, jak poprzednie, którymi można było w chwili nieuwagi podrapać sobie ciało. Krem również się rozpuszcza w wodzie, ale dużo wolniej niż spód i po zmiękczeniu umożliwia wykonanie delikatnego masażu.
Podkreślałam to niejednokrotnie, ale powiem raz jeszcze: te ręcznie wykonane babeczki wyglądają jak dzieła sztuki.



VANILLA LOTION BAR - balsam w kostce
Miałam już kiedyś balsamy w kostce z Orientany i byłam bardzo ciekawa jak wypadnie ten, wyglądający niezwykle egzotycznie gagatek :)




Kostka jest bardzo poręczna, łatwa w użyciu. Po kąpieli, wystarczy, że będziemy masować nią rozgrzane ciało, aby dostarczyć mu mega odżywczej warstwy. Dodam, że bardzo tłustej warstwy :) Pierwszy raz chyba przesadziłam, bo wysmarowałam się porządnie i świeciłam się jak latarnia :) To natłuszczenie utrzymuje się na skórze bardzo długo, nie znika po chwili, dlatego polecam po takim wybalsamowaniu od razu wskoczyć pod kołderkę bo inaczej można wszystko wytłuścić.
W składzie znajdziemy masło kakaowe, masło shea, oraz olej z nasion wanilii. Największym jednak wizualnym atutem tego balsamu są zatopione ziarenka fasoli mung, które dodatkowo wspomagają masaż.
Jedynie co mi przeszkadza w tym produkcie to ten specyficzny zapach, nie przypominający wcale lubianej przeze mnie wanilii.



Wszystkie te rarytaski możecie kupić poprzez Facebooka, lub w salonie fryzjerskim MONAMI w Poznaniu.
Co Was najbardziej zainteresowało ?

2 marca 2017

Missha Pure Source Cell Mask Sheet Lemon & Aloe


W ostatnich miesiącach przetestowałam mnóstwo maseczek w płachcie, stały się moim małym uzależnieniem. Są jednak maseczki, do których aż chce się wracać, oraz takie tzw. " jednostrzałowce ".
Te dwie od Missha tak bardzo polubiłam, że mam już kolejne w zapasie.

Maseczki o zapachu cytryny i aloesu należą do serii łagodzącej MISSHA PURE SOURCE.  Kosmetyki Missha to właściwy krok w codziennej pielęgnacji skóry. Koreańska marka tworzy swe produkty wyłącznie z naturalnych składników, nie stosując w ogóle lub w minimalnym stopniu konserwantów i innych składników syntetycznych. Piękna skóra Azjatek może być inspiracją dla niejednej z nas.

LEMON


Maseczki z wyciągiem z cytryny bardzo polubiła moja skóra, która ma tendencje do przebarwień. Często sięgam po kosmetyki rozjaśniające, rozświetlające i delikatnie wybielające.
Missha przychodzi z propozycją nie tylko rozjaśnienia cery, ale także z misją zapobiegania nadmiernego wydzielania sebum. Będzie ona idealna dla osób z rozszerzonymi porami, ponieważ pomaga ona je zwęzić, a dodatkowo ładnie wygładza i nadaje zdrowy wygląd naszej skórze.
Zawarty tutaj ekstrakt z cytryny ( 210 mg ), który dzięki zawartości witaminy C neutralizuje wolne rodniki, czyli jest naturalnym antyoksydantem. Zatem cytrynowa maseczka rozjaśnia i oczyszcza cerę, reguluje produkcję sebum i przywraca równowagę lipidową skóry.
Piękny, cytrynowy zapach uprzyjemnia aplikację. Dostępna w cenie 8,00 zł TUTAJ

Obie maseczki wykonane są z miękkiej i delikatnej bawełny. Dobrze są nasączone esencją, ale po wyjęciu z opakowania, nie zostaje nadmiar płynu, jak to ma miejsce w wielu maskach tego typu.  Jednak nakładając płachtę na twarz, wystarczy wetrzeć płyn w szyję i dekolt.
Maski bardzo dobrze przylegają, nie podrażniają i przyjemnie pachną. Nakładamy je tradycyjnie na oczyszczoną i stonizowaną skórę twarzy, trzymamy 15-20 minut, a po zdjęciu wklepujemy pozostały płyn.

ALOE


 Maseczki zawierające w swoim składzie aloes, są chyba jednymi z najczęściej wybieranych produktów nawilżających i kojących. Ja również często po nie sięgam, ponieważ efekty, jakie dają są widoczne gołym okiem. Silne nawilżenie i wygładzenie jest warte zachodu.
Maseczka polecana jest dla każdego rodzaju skóry, a zwłaszcza tej wrażliwej. Zawiera ekstrakt z aloesu, który łagodzi podrażnienia oraz silnie nawadnia skórę. Działa także antybakteryjnie redukuje przebarwienia oraz przyspiesza proces regeneracji skóry. Maseczka zawiera także kwas fitowy, który nawilża i wygładza. Jest to związek organiczny występujący w większości nasion oraz roślinach strączkowych. Chitozan- ma właściwości kojące i pozostawia skórę bardzo miękką.

Po 20 minutach trzymania moja skóra była fantastyczna w dotyku, esencja się wchłonęła po wklepaniu i nawilżenie czuć było jeszcze na drugi dzień. Na dodatek jest to maska chyba najładniej pachnąca z wszystkich aloesowych, jakie przetestowałam do tej pory.
Dostępna TUTAJ

Maski nie są drogie, więc myślę, że każdy jest w stanie je wypróbować, materiał jest miękki i dokładnie przylega do skóry, dając składnikom wniknąć do każdego zakamarka.
Jestem z nich bardzo zadowolona i polecam serię Pure Source Cell, uważam, że jest godna uwagi, ma ładne zapachy i przynosi oczekiwane rezultaty.

Te, jak i wiele innych znajdziecie na stronie MISSHA.PL