18 maja 2017

Kuracja odmładzająca z biotyną DermoFuture

Trzy tygodnie temu, dzięki Michałowi z bloga Twoje Źródło Urody dostałam do przetestowania preparat z biotyną w formie emulsji. Byłam bardzo ciekawa tego produktu, ponieważ do tej pory nie miałam okazji używać kosmetyków DermoFuture


Po 3 tygodniach stosowania rano i wieczorem na dnie zostało już naprawdę niewiele, dlatego mogę śmiało podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami odnośnie tej kuracji.

Od producenta

Głównym składnikiem preparatu jest biotyna (znana jako witamina B7 lub witamina H). Bierze ona udział w metabolizmie białek i tłuszczy. Ma istotne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania komórek. Stymuluje ich metabolizm pozytywnie wpływając na stan skóry twarzy, szyi, dekoltu, grzbietów dłoni. Dzięki tej funkcji zwiększa biodostępność innych substancji aktywnych dostarczanych w głąb skóry oraz spowalnia jej proces starzenia się, przywracając naturalny blask. 
 

Działanie:
 
- regeneruje skórę
- poprawia gęstość
- zwiększa elastyczność
- stymuluje procesy naprawcze
- chroni przed nadmierną utratą wody
- odnawia naskórek 
- regeneruje podrażnienia



Buteleczka o pojemności 20 ml zapakowana była dodatkowo w kartonik, na którym umieszczono wszystkie potrzebne informacje o produkcie.
Kuracja odmładzająca z biotyną ma postać białej emulsji o treściwej konsystencji. Kilka kropli nabieramy za pomocą pipety i nakładamy na skórę twarzy i szyi oraz dekoltu wykonując krótki masaż.  Już w momencie aplikacji wyczuwalny jest słodkawy, przyjemny aromat, który szybko się ulatnia. Preparat wchłania się po chwili pozostawiając skórę bardzo nawilżoną, a jednocześnie matową. Nakładam go rano pod krem i makijaż oraz wieczorem pod krem z olejkiem. W obu przypadkach spisuje się wspaniale współgrając z praktycznie każdym nałożonym później kosmetykiem.
Od razu po wmasowaniu tego produktu odczuwam komfort i mam wrażenie, że skóra dostała wszystko, czego jej potrzeba. Szczerze żałuję, że kuracja z biotyną już dobija dna, jednak jestem pewna, że szybko kupię kolejne opakowanie. Bardzo mi się spodobał sposób w jaki moja skóra przyjęła ten kosmetyk odwdzięczając się miękkością, elastycznością i mocnym nawilżeniem. Stała się gładka, jakby jaśniejsza, jednak nie zauważyłam, by zmniejszyły się moje uporczywe przebarwienia. Myślę, ze może trochę za krótko jej używam, a na takie efekty potrzeba więcej czasu.

Skład


 Cieszę się, że mogłam przetestować ten kosmetyk i zastanawiam się, czy inne kuracje, jakie posiada firma, np. z witaminą A czy K są równie dobre jak ta z biotyną czyli witaminą H. Poprzeczka została ustawiona wysoko, więc oczekiwania mam duże :)
Buteleczka niewielkiej pojemności wystarczy na miesięczną kurację przy regularnym stosowaniu rano i wieczorem, a cena jest bardzo zachęcająca bo waha się w granicach 30 zł.
Polecam ten kosmetyk skórom dojrzałym oraz osobom, które chcą zapobiegać utracie jędrności i elastyczności i zafundować sobie od czasu do czasu taki luksus w postaci zastrzyku mega nawilżenia i regeneracji.
Jestem posiadaczką cery mieszanej i emulsja spisała się u mnie genialnie, nie odczułam żadnego dyskomfortu w postaci podrażnienia, zapychania, czy pieczenia.


Dostępność preparatów DermoFuture jest jest dobra, bo znajdziemy je zarówno w drogeriach Rossmann czy Hebe, a także w wielu drogeriach internetowych.

Znacie te produkty ? Jak się u Was sprawdziły ?

13 maja 2017

Glan Skin Disney Pixar Inside Out Fear Nourishing Facial Mask - Odżywcza maseczka do twarzy w płachcie


Odkąd nastał szał na koreańskie kosmetyki z zapałem śledziłam asortyment polskich dystrybutorów. Ceny nie były niskie, ale często można było skorzystać z promocji. Zaczęło również pojawiać się coraz więcej nowych sklepów internetowych, gdzie kusiły kolejne marki, jedna wspanialsza od drugiej.
Swoją przygodę z azjatycką pielęgnacją zaczęłam od SKIN79 POLSKA dzięki któremu zakochałam się w tych produktach. Mam do nich sentyment, a poza tym kosmetyki Skin79 bardzo odpowiadają potrzebom mojej skóry.
Jednak jak to się mówi "Apetyt rośnie w miarę jedzenia " chciałam poznać także produkty innych marek. Zaczęłam szukać informacji o zamawianiu kosmetyków prosto z Korei i okazało się, że to wcale nie jest takie trudne i wiele osób tak robi ze względu na dużo niższe ceny. Nie ponosimy tych wszystkich opłat, jakimi obciążane są firmy sprowadzające hurtowo kosmetyki (podatek WAT, cło, koszty rejestracji tych kosmetyków ). Jest wiele takich sklepów, na jednych przesyłki do Polski są darmowe, ale jednocześnie ceny troszkę wyższe, bo te koszty są już wliczone w cenę produktu. Na innych ceny bardzo niskie, ale płacimy za przesyłkę.
Jednym z takich sklepów jest ROSEROSESHOP gdzie ja uwielbiam robić zakupy. Tutaj właśnie po raz pierwszy odważyłam się zrobić zamówienie prosto z Korei. Wybór jest ogromny, można tam spędzić bardzo dużo czasu :) Jest tutaj liczona przesyłka do Polski i zależy ona od wagi produktów w koszyku. Jednak przeliczając w innych sklepach, gdzie przesyłka jest darmowa, ale ceny wyższe, to i tak opłacało mi się ponieść koszty dostawy. Paczka idzie ok 2 tygodni, dobrze zabezpieczona, dodane są próbki. Czego więcej chcieć ?

Maseczki, o których dzisiaj opowiem, pochodzą właśnie z tego sklepu.

GLAN SKIN FEAR NOURISHING MASK



Są to maski w płachcie z nadrukiem, wzorowane na postaciach z kreskówki Disneya - " W głowie się nie mieści ". Pakowane są po 5 sztuk. Zaciekawiły mnie, ponieważ mają zabawny nadruk, a w Polsce nigdzie ich nie znalazłam. Wybrałam zestaw masek o nazwie " Fear " Strach, jednak żadnego strachu nie miałam przed założeniem jej na twarz :)
Bawełniany płat jest gruby, bardzo mocno nasączony, a w opakowaniu zostaje tak dużo esencji, że smarowałam nią dekolt i szyję jeszcze przez 2 dni :) Żeby było wygodniej to robić, można przelać płyn do jakiegoś małego słoiczka.



Maska dobrze przylega, ma wycięte odpowiednio duże otwory na czy, co bardzo lubię. Nie wyróżnia się szczególnie zapachem, jest to taki delikatny aromat, nie przeszkadzający w użytkowaniu.
W składzie znajdziemy ekstrakt z bananów, oraz ekstrakt z liści zielonej herbaty, który ma działanie regenerujące, tonizujące, przeciwzapalne ( przeciwtrądzikowe ) ściągające, łagodzące, ale także nawilżające.



Skład nie jest może idealny, ale kompletnie nic mnie nie uczuliło, ani nie podrażniło. Maseczka bardzo dobrze odżywiła i nawilżyła mi skórę. Trzymamy ją tradycyjnie 20 minut na oczyszczonej i stonizowanej skórze. Po zdjęciu czułam duży komfort, do tego stopnia, że nie potrzebowałam dodatkowo żadnej pielęgnacji w formie kremu.
Komplet masek kupiłam w cenie 10,79$ klik
Ceny mogą się nieznacznie różnić, ponieważ okresowo są różnego rodzaju promocje na poszczególne marki.
Maski mogę śmiało polecić, bo uważam, że są dobre jakościowo, dają dobre nawilżenie i odżywienie, a ponadto mają śmieszny nadruk, co jest fajną zabawą :)


Jedną z takich maseczek możecie wygrać na wciąż trwającym rozdaniu na blogu :) TUTAJ






7 maja 2017

Oil For Life - polskie maseczki wyglądające jak jogurty

Będąc w marcu w Łodzi na Targach Pure Beauty ( pisałam o tym tutaj ) moją uwagę przyciągnęło kilka naszych rodzimych marek, o których wcześniej nie słyszałam. Ich asortyment był na tyle ciekawy, że kupiłam kilka produktów, aby się przekonać o ich jakości.
Jedną z takich marek jest OIL FOR LIFE. Stoisko było niewielkie, jednak kubeczki z jogurtami ( tak początkowo myślałam ) od razu przyciągnęły mój wzrok. Po krótkiej rozmowie z właścicielem firmy, dowiedziałam się, że to nie jogurty, ale naturalne maseczki do twarzy, które tworzy jego żona. Zafascynowana, kupiłam dwie z nic i już żałuję, że nie wzięłam wszystkich trzech.  Zobaczcie sami, jakie to cuda!



Maseczki zapakowane są w kartoniku, w którm znajdziemy plastikowy kubeczek z moim "jogurtem" i aktywator w saszetce.
Pierwszą wypróbowałam maseczkę PEEL OFF Z CZERWONYCH OWOCÓW 
Jest ona przeznaczona do cery dojrzałej. Oprócz profilaktyki anti-aging ma również działanie antyoksydacyjne .



Głównymi składnikami tej witaminowej mieszanki są czerwone owoce : żurawina, truskawka, malina, czarna porzeczka i jagoda. Natomiast za antyoksydację i spowolnienie procesów starzenia się skóry odpowiadają tanina, antocyjany, polifenole, tokotrienole oraz tokoferole. Natomiast niezbędne kwasy tłuszczowe omega 3,6 i 9 pomagają chronić warstwę lipidową skóry, zachowując jej świeży i zdrowy wygląd.

Tak wygląda zestaw do przygotowania maseczki.


Właściwie plastikowej łyżeczki nie ma w zestawie i przyznam, że było by to miłe dopełnienie :)

Otwieramy wieczko kubeczka i momentalnie wyczuwamy piękny, owocowy zapach, który jest niesamowicie smakowity i naprawdę trzeba się powstrzymywać, żeby tego nie zjeść :)


Następnie wsypujemy zawartość saszetki - aktywator do kubeczka i mieszamy łyżeczką około 30 sekund.  Na opakowaniu jest napisane, że maseczka szybko wiąże, a że robiłam ją pierwszy raz, nie wiedziałam jak szybko. Teraz już wiem, że nie trzeba się stresować, wszystko idealnie jest dopracowane.



Tak sporządzoną maskę nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu i trzymamy 15 minut. Ponieważ robiłam ją razem z córką, to nałożyłyśmy tylko na twarz. Powiem Wam, że spokojnie starcza taki kubeczek na dwie facjaty :)


Preparat jest gęsty ale dobrze się rozprowadza i rzeczywiście po chwili zaczyna zastygać tworząc jednolitą powłokę. W maseczkach zastosowano najwyższej jakości alginiany powodujące mocne wiązanie. Maseczka nie spływa z twarzy, nie czuje się ściągania, a raczej przyjemne nawilżenie.
Co jest jednak najprzyjemniejsze, to ten zapach !!! Powiem Wam, że tak smacznie pachnącej maseczki nie miałam jeszcze na twarzy. Cudowny aromat czerwonych owoców zdecydowanie uprzyjemnia czas oczekiwania . I kiedy przyszedł moment ściągania jej z twarzy, wcale nie miałam na to ochoty :) Mimo, że wydawało się, że maska jest wilgotna, to na zewnątrz była już zastygnięta.






Maska łatwo się ściąga, schodzi dużymi płatami. Jedynie w miejscach, gdzie najedziemy na włosy jest to problematyczne. Ale dotyczy to wszystkich masek typu peel- off, więc nie jest to nic zaskakującego. Resztki masy zmywamy ciepłą wodą lub płynem micelarnym.
Po zdjęciu skóra jest bardzo miękka, lekko napięta, ale nie ściągnięta. Czuć dogłębne odżywienie i nawilżenie. Co zauważyłam jeszcze w ciągu dnia, bo maskę robiłam rano, to brak przetłuszczania się skóry, produkcja sebum została jakby spowolniona. Bardzo mi się to podobało, twarz była aksamitna, delikatnie zmatowiona, ale wciąż miała zdrowy wygląd, ponieważ koloryt został ujednolicony.

Jestem niesamowicie zadowolona z tego zakupu i już nie mogę się doczekać kiedy wypróbuję maseczkę pee-off z owoców egzotycznych przeznaczoną dla każdego rodzaju skóry.
W ofercie jest jeszcze maseczka peel-off kokosowa dla skóry suchej i odwodnionej.

SKŁAD 

 

Jeśli zainteresowały Was jogurtowe maseczki, to zajrzyjcie na stronę Oil for Life gdzie znajdziecie także wiele ciekawych olejów naturalnych.
Polecam także obserwować konto na Facebooku, bo myślę, że naprawdę warto poznać markę.


Przypominam również o trwającym rozdaniu na blogu Tutaj