14 listopada 2017

Full Mellow poleca się stacjonarnie


Minął już tydzień odkąd wróciłam z otwarcia pierwszego stacjonarnego sklepu Full Mellow w Poznaniu, a ja wciąż mam w pamięci obraz wspaniałych ludzi tworzących moje ukochane kąpielowe umilacze. Markę znam od dawna, zanim jeszcze na dobre pojawiła się w Polsce i mam przyjemność podążać za jej rozwojem i udoskonalaniem swoich wyrobów.
Jeśli jeszcze nie wiecie to Full Mellow  jest odpowiedzialne za rozpustę w wannie! Tak! To oni przyczynili się do żądzy posiadania wszystkich tych pachnących kul kąpielowych, muffinek, bubble barów, peelingów i mojego ukochanego masła arbuzowego.
I każdy z nas mając taką babeczkę w ręku cieszy się że może być świadkiem tej cudownej metamorfozy uprzyjemniającej kąpiel, a ja ciesze się także z tego, że mogłam poznać ludzi dających nam tyle przyjemności.







Na zaproszenie Anety, właścicielki marki,  pojawiłam się w Poznaniu na Mielżyńskiego 18/13 gdzie powstał pierwszy stacjonarny sklep. Jeśli będziecie kiedyś w tym mieście, to koniecznie zajrzyjcie!
Wchodząc do sklepu oczarował mnie minimalistyczny wystrój, bogactwo produktów, fantastyczne zapachy i ciepłe przywitanie.
Full Mellow to rodzinny biznes, który nie istniałby bez prawdziwej pasji, miłości i zaangażowania. Tworzą go ludzie wspierający się wzajemnie, którzy mimo, że zarwali niejedną noc doskonaląc swoje produkty, to opowiadają o nich z uśmiechem na twarzy. Widać że kochają to, co robią.
Każda babeczka, jaką znajdziecie na półce jest ręcznie tworzona, z misterną precyzją i perfekcyjnym wykończeniem. Nie znajdziecie tutaj uszkodzonej kuli, ponieważ profesjonalizm tych ludzi nie pozwala na to, aby oddać towar wybrakowany. Wszystko musi być naprawione, ewentualnie stworzone na nowo. Marka na tip top!
A wierzcie mi, że jak wejdziecie do sklepu, to nie będziecie wiedzieć czego dusza i ciało pragnie bardziej. Tych kąpielowych umilaczy, rewelacyjnych peelingów, mydeł w formie kolorowych galaretek, czy przepięknie pachnących i uzależniających balsamów, maseł, czy olejków.









 A to kochani nie wszystko. Firma doskonale wie, że nie każdy posiada wannę i już szykuje umilacze pod prysznic. Niedługo będę mogła Wam o nich opowiedzieć coś więcej.

Jak już wspominałam, jest to biznes rodzinny, dlatego w sklepie znajdziecie także prześliczne poduchy, które szyje ciocia właścicielki. Kobieta ma dar i to widać. Spod jej rąk wychodzą poduchy, o których marzy niejedna z nas.




 A oto cała wspaniała ekipa Full-Mellow <3


W tym dniu mogłyśmy wszystko pooglądać, podotykać i wąchać do bólu. Mogłyśmy także na własne oczy zobaczyć jak kule rozpuszczają się w specjalnie do tego przygotowanych akwariach. Feeria barw i zapachów!




Z okazji otwarcia spróbowaliśmy specjalnie na tą okazję przygotowanego torta, który był niesamowicie smaczny i wyglądał pięknie.




Wyszłam stamtąd wzruszona, pełna podziwu i zakochana w tych ludziach i tym co dają światu. W tej pasji, pomysłach i poświęceniach, aby to, co sobie wymarzyli, miało materialny wymiar. I nie chodzi tu o pieniądze, ale o kosmetyki, które dają nam tyle radości i pielęgnują naszą skórę.
Musicie poznać to miejsce - pełne magii i cudownej, ciepłej atmosfery. Miejsce, gdzie naprawdę liczy się klient i jego zadowolenie, a nie jego portfel. I będziecie chcieli tam wracać :)


A te wszystkie wspaniałości, które ze sobą przywiozłam uprzyjemniają mi niejeden wieczór :)



Zachęcam także do śledzenia Full Mellow na Facebooku

6 listopada 2017

Country Candle - Salted Caramel Apples


Kolejny zapach z jabłkowej kolekcji towarzyszący mi podczas jesiennych wieczorów to Salted Caramel Apples  Colonial Candle. Niesamowicie apetyczna etykieta krzyczała do mnie i powodowała, że dostawałam ślinotoku na samą myśl o tych soczystych strzelających jabłkach zatopionych w gęstym, słonawym karmelu. Czy można nie poczuć tego smaku?

A jak jest z zapachem ?


Przyznam szczerze, że początek naszej znajomości nie wypadł pomyślnie. Wpadłam na pomysł, żeby rozpalić świecę podczas porządkowania sypialni. Wiecie, czasem trzeba ogarnąć poupychane papiery i inne rzeczy, na które na co dzień nie ma czasu. Wiedziałam, że gruntowne porządki zajmą mi kilka godzin, dlatego wzięłam karmelka do towarzystwa.
No i po godzinie musiałam wynieść świecę, bo nie mogłam znieść tej mocy, słonego przypalanego karmelu. Nie czułam jabłek, tylko przyprawiające o ból głowy przyprawy.
Otworzyłam okno, bo nie mogłam pozbyć się duszącego i drapiącego aromatu. Trzeba przyznać, że świeca ma moc! I to jest jej zaletą, co doceniłam dopiero kiedy na drugi dzień rozpaliłam ją w salonie.




Basen powstał ekspresowo, wosk topił się pięknie, regularnie, nie tworząc leja. Dopiero podczas drugiego palenia poczułam to, czego brakowało mi od początku - jabłkowe nuty! Tak, teraz jabłka grały pierwsze skrzypce i to podobało mi się bardzo:)
Zapach stał się lżejszy, owocowy, karmel złagodniał wydobywając całą słodycz z jabłek i otulając je pieszczotliwie.
Nie każda świeca pali się tak samo i nie każdą czuć po zgaszeniu przez kilka kolejnych dni. Salted Caramel Apples może Wam to zagwarantować. Ten aromat wnika w zakamarki, w każdy kącik i zatrzymuje się dając o sobie znać znienacka. Każdego dnia wracając do domu czuję ten aromat i od razu mam ochotę zapalić ją kolejny raz.
Podoba mi się kolor wosku, czerwony, intensywny i soczysty. Etykieta zachęca do spróbowania, ale jeśli nie lubicie mocnych akordów, to może zaopatrzcie się najpierw w daylight i zobaczycie, czy zapach przypadnie Wam do gustu. Zdecydowanie jest to killer jeśli chodzi o moc - nie radzę palić w małych pomieszczeniach.  Może przytłoczyć.


Jednak do odważnych  świat należy :) Zapach jest intrygujący, wielowymiarowy i na pewno znajdzie swoich zwolenników.
Świecę kupicie na stronie Kringle Candle


1 listopada 2017

Benton - moja pielęgnacja - Fermentation Essence, Eye Cream & Honest TT Mist


Pora ujawnić czarno na białym jakie kosmetyki w ostatnich dwóch miesiącach rozkochały moją skórę. Nie miałam pojęcia, że jedna linia może tak bardzo odpowiadać na wszystkie potrzeby mojej skóry. Potrafi ujednolicić kolor, zwęzić pory, które są moją odwieczną zmorą, nawilży, poprawi elastyczność skóry, a także działając przeciwzmarszczkowo, nie podrażni skóry. Idealnie sprawdzi się przy cerach suchych, mieszanych, a także wrażliwych.
I nie zawsze to, co minimalistyczne z wierzchu, takie kryje wnętrze. Ponieważ seria BENTON FERMENTATION dba o moją cerę na bogato.

Co to za seria i co zawiera ?


Czarne i luksusowo wyglądające kosmetyki Bentona kusiły mnie dawno, jednak gdybym wiedziała, że tak idealnie zadziałają na moją skórę, sięgnęłabym po nie wcześniej.
Benton Fermentaion to kosmetyki oparte na  filtracie z grzyba pleśniowego  Galactomyces, który jest niesamowicie bogaty w witaminy, aminokwasy, sole mineralne i kwasy organiczne. Dlaczego Azjaci tak lubują się w sfermentowanych składnikach ? Ponieważ taki proces gwarantuje dużo lepszą wchłanialność składników aktywnych, i potrafią wzmocnić działanie kosmetyku nawet dwukrotnie. Dlatego formuła, na której oparta jest czarna seria Bentona odpowiada na tak wiele potrzeb i rozwiązuje kilka problemów na raz.

W jej skład wchodzą 2 produkty:

BENTON FERMENTATION ESSENCE



 Ta 100 ml buteleczka zawiera bezbarwny i bezzapachowy płyn, tzw. esencję, która przez to, że ma wodnistą konsystencję, to składniki są bardziej skondensowane i mogą przenikać głębiej.  Esencja oprócz filtratu z grzyba pleśniowego zawiera także bakterie probiotyczne, oligopeptydy oraz wyciągi roślinne, np. z ukochanego przeze mnie aloesu i róży, betainę i kwas hialuronowy. 

Esencja jest bardzo wydajna, stosuję ją rano i wieczorem i tak naprawdę jednorazowo starczą 2 pompki do wmasowania w skórę twarzy. Wchłania się ekspresowo, nie pozostawia żadnej lepkiej warstwy i nadaje się idealnie pod makijaż. Po jej użyciu skóra staje się miękka, delikatna, ale jednocześnie bardzo sprężysta, przyjemnie napięta i delikatna. Zaraz po wklepaniu produktu w skórę można nakładać krem pielęgnacyjny.
Kosmetyk ten podtrzymuje moją walkę z przebarwieniami, nawilża ją bez obciążania i koi wszelkie podrażnienia, dlatego idealnie sprawdzi się także przy cerach trądzikowych.

BENTON FERMENTATION EYE CREAM


O ile esencja wyposażona była w wygodną pompkę, tak tutaj mamy standardową tubkę z odkręcaną zatyczką. Duża pojemność - aż 30 ml gwarantuje długie miesiące stosowania 2 razy dziennie. Krem jest jest gęsty, barwy białej, łatwo się rozprowadza  i szybko się wchłania.  Nie ma zapachu, a jego treściwa konsystencja sprawia, że wystarczy odrobina, co zwiększa jego wydajność.
Jego podstawowym składnikiem jest filtrat z grzyba pleśniowego i bakterie probiotyczne, ale zawiera także oligopeptydy i ceramidy, które regenerują i odżywiają skórę sprwiając, że staje się gładka i mocno nawilżona.
Od dawna szukałam kremu odżywczego na okolice oczu, który będzie sprawdzał się zarówno w nocy, jak i w dzień pod makijaż. I powiem Wam szczerze, że chyba znalazłam swój ideał. Słyszałamwypowiedzi, że krem nic nie robi. Nie rozumiem skąd biorą się takie opinie. Być może sugerują to osoby młode, które nie muszą szukać jeszcze preparatów przeciwzmarszczkowych, lub osoby, które użyły kilka próbek. Jednak na mojej skórze efekty są znakomite. Jeszcze żaden krem na okolice oczu nie sprawił, że miałam tak delikatną i gładką skórę. Nie ma żadnych przesuszeń, podrażnień, ani szczypania w oczy.  Cienie na tak wypielęgnowanej powiece trzymają się cały dzień. Krem ideał!
Na konferencji Bentona, o której pisałam tutaj Celeste Jo podpowiedziała, że kremu tego można używać jako maski całonocnej na twarz. Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała. Początkowo nie bardzo byłam zadowolona, bo tak jak pod oczami, krem wchłaniał się świetnie, tak na twarzy zajęło mu to dłuższą chwilę. Jednak kiedy obudziłam się rano z cerą miękką, nawilżoną i rozjaśnioną, powiedziałam WOW do lustra. To działa. NAPRAWDĘ!

Trzecim kosmetykiem, który zasługuje również na pochwałę, jest mgiełka Bentona. 


Myślę, że jest to produkt, który można pominąć, ale warto zwrócić na niego uwagę.

HONEST TT MIST 
Ta niepozornie wyglądająca mgiełka do twarzy może przyczynić się do wzrostu nawilżenia skóry, łagodzi podrażnienia, oraz pozwala znieść największe upały.
Bazę tej kojącej mgiełki stanowi hydrolat ze szczytowych gałązek drzewa herbacianego. I stanowi on aż 80 % zawartości, dzięki czemu będzie działał antyseptycznie i ściągająco, dlatego polecam osobom borykającym się z trądzikiem. Chociaż według zapewnień producenta, będzie ona odpowiednia do każdego rodzaju skóry.
Jednak głównym jej atutem jest ściąganie rozszerzonych porów, regulacja gruczołów łojowych oraz przyspieszenie procesu regeneracji. Zawarty w składzie kwas hialuronowy nie pozwoli przesuszyć naskórka, zatrzymując wilgoć wewnątrz. Dlatego używając mgiełki czujemy natychmiastowe nawilżenie i ukojenie. Można ją stosować zarówno pod makijaż, jako toniku, lub na makijaż. Wtedy będzie działać na niego scalająco, przedłużając trwałość.
W składzie znajdziemy także ekstrakt z portulaki i drzewa herbacianego. 
Mgiełka świetnie odświeży makijaż w ciągu dnia, przynosząc orzeźwienie i poprawiając stan nawilżenia skóry.

Jak widzicie trzy różne produkty, a baza składowa bardzo podobna.
Jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków i polecam je wszem i wobec, bo są tego warte.



Ciekawa jestem czy znacie któryś z tych kosmetyków i czy podzielacie moje zdanie na temat ich rewelacyjnego składu i działania. 
Kosmetyki marki Benton możecie znaleźć na stronie SKIN79 POLSKA