29 sierpnia 2016

Yasumi Rice Cleansing Gel - oczyszczanie twarzy za pomocą ekstraktu z ryżu

Znacie już moje zamiłowanie do kilkuetapowego demakijażu, jaki robię wieczorem. Odkąd poznałam tajemnice azjatyckiej pielęgnacji, chętnie wykorzystuję je u siebie.
Ponieważ używam świetnych kosmetyków, moja twarz rano jest wypoczęta, odżywiona i wygładzona. Jednak widoczne są na niej pozostałości olejków i innych dobrodziejstw, jakimi karmię moja skórę przed snem. Do zmycia sebum, pozostałości kosmetyków i innych zanieczyszczeń używam od kilku tygodni ryżowego żelu oczyszczającego YASUMI. 



Żel bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczeniem skóry twarzy, jest bardzo delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Ponieważ w jego składzie znajduje się skrobia ryżowa która doskonale absorbuje nadmiar sebum i reguluje pracę gruczołów łojowych, po umyciu moja skóra jest zmatowiona i efekt ten utrzymuje się przez dłuższą chwilę. Nie ma tu żadnego ściągnięcia, ani przesuszenia. Po prostu czuję przyjemne orzeźwienie i efekt czystej, matowej skóry widoczny jest w lusterku.
Żel ryżowy zamknięty jest w przeźroczystej, plastikowej butelce z wygodną pompką dozującą odpowiednią dawkę preparatu. Szata graficzna jest prosta i estetyczna i takie bardzo lubię. Kosmetyk ma konsystencję, jak sama nazwa mówi - żelową,  z widocznymi pęcherzykami powietrza. Nie jest całkowicie przeźroczysta, ale lekko mętna.




Stosowanie tego żelu codziennie rano jest rytuałem bardzo przyjemnym. Na zwilżoną gąbeczkę konjac dozuję dwie pompki żelu, lekko rozpieniam i masuję nią zwilżoną  twarz wykonując dwuminutowy masaż. Żel nie pieni się zbyt mocno, ale taka ilość jest wystarczająca do dobrego oczyszczenia.




Gąbeczki Konjac bardzo przyjemnie masują skórę, nawilżają ją, oczyszczają z sebum, a także przywracają skórze optymalny poziom pH. Mają specjalną strukturę przypominającą sieć i to sprawia, że podczas mycia gąbeczka delikatnie pobudza krążenie krwi, masuje i przyspiesza regenerację. Jest to już moja któraś  z kolei gąbka, wcześniej miałam białe  z kolagenem, a teraz w kolorze miętowym. Zawiera ona wyciąg z zielonej herbaty, która doskonale tonizuje i hamuje rozwój stanów zapalnych oraz ma właściwości ściągające i normalizujące pracę gruczołów łojowych. Konjac Green Tea przeznaczony jest do skóry tłustej, mieszanej i ze skłonnością do powstawania zaskórników.
Gąbeczka kiedy jest sucha staje się mała, twarda i pomarszczona, dopiero po zmoczeniu w wodzie powiększa swoje rozmiary i staje się sprężysta i mięciutka. Taki mały spryciarz :)
 Ten duet spisuje się u mnie znakomicie.



Ponieważ żel ryżowy przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, może po niego sięgnąć praktycznie każdy. Jego delikatny, lekko ryżowy zapach sprawia, że mycie twarzy jest przyjemnością. Żeby jednak nie było zbyt mdło, bo wiadomo, że ryż taki właśnie jest, w składzie znajdziemy również dodatek mentolu. Daje nam odczucie chłodzenia i odświeżenia, a jednocześnie działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie.

Jednak prawdziwą przyczyną, dla której zdecydowałam się na tą właśnie serię jest kolpleks Biowhite TM. Kompleks ten jest kombinacją ekstraktów roślinnych redukujących przebarwienia i rozjaśniających skórę, dzięki czemu staje się ona jasna i promienna. Pomaga pozbyć się plam pigmentacyjnych oraz zapewnia ochronę przed wolnymi rodnikami.
Ci, co mnie znają osobiście, doskonale wiedzą, że borykam się z takimi przebarwieniami posłonecznymi. Zakodowane głęboko pod skórą nie chcą mnie opuścić, są wierne i znienawidzone :)
Dlatego w swojej pielęgnacji stawiam na wszelkie kosmetyki pozwalające mi walczyć w tym kierunku. Misja- rozjaśnienie i pozbawienie uporczywych plam :) Brzmi jak reklama :)
Jednak rzeczywistość jest taka, że  plamy wciąż są i mają się dobrze.
Seria Rice Yasumi pozwala mi z nimi walczyć i delikatnie rozjaśnić moją skórę. Mam nadzieję, że systematyczność stosowania tych kosmetyków + filtry ochronne przez cały rok pomogą mi je rozjaśnić i zapobiec powstawaniu nowych.


Żel ryżowy jest jednym z 3 kosmetyków z linii Rice, które używam jednocześnie. Mam jeszcze krem do twarzy i peeling, ale o nich następnym razem.

Jestem bardzo zadowolona z tej serii i polecam ją wszystkim, nawet wrażliwcom, bo nie uczula, ani nie podrażnia. Walczy ze złem, ale w sposób delikatny i nieszkodzący naszej skórze. A więc posiadacze cery szarej, zmęczonej i potrzebującej odżywienia, to jest seria dla Was.
Tylko UWAGA: zapach wzmaga apetyt na śniadanie :)

Dziękuję firmie Yasumi za możliwość przetestowania tego kosmetyku.

24 sierpnia 2016

Opróżniamy nasze kosmetyczki - Pielęgnacja ciała


Dni lecą jak szalone, a to już pora na zadanie nr 4 z Wyzwania dla Blogerek Urodowych. 
Zapewne większość zna to wyzwanie, jednak tych, co nie wiedzą zapraszam po szczegóły TUTAJ 
Pora więc na moją pielęgnację. Jest naprawdę ciężko opisać i wymienić krótko kosmetyki, jakie są moimi ulubieńcami, bo wciąż pojawiają się nowe, a do starych często wracam.
Wiele naszych polskich marek zasługuje na to miano, uwielbiam Nacomi, Organique, Vianek, Bielendę i to do nich wciąż wracam, poznaję też nowe firmy i często się zakochuję. Nie przedłużając, zapraszam na  moją pielęgnację ciała.

ZADANIE NR 4


Zacznę może od kosmetyków używanych obecnie pod prysznicem.


Jak większość blogerek mam otwartych mnóstwo żeli pod prysznic, lubię je poznawać i ciągle znajduję coś nowego, co muszę mieć. Znamy to ? Znamy :)
Trzy ulubione to żel pod prysznic Natura Siberica z witaminami dla skóry. Fajny, owocowy koktajl z nutkami syberyjskich ziół,w wielkiej butli z wygodną pompką. Następny to żel i szampon w jednym Yves Rocher  Monoi de Thaiti. Zmysłowy, egzotyczny zapach i wygoda na wyjazdach.
Moim uzależnieniem ostatnio są różnego rodzaju olejki, tutaj uspokajający olejek pod prysznic marki Ritual. Bardzo lubię gdy olej zamienia się na skórze w myjącą emulsję.

Do wanny używam wszelkich kąpielowych umilaczy, od perełek, soli, kul kąpielowych po eliksiry i olejki. Uwielbiam się rozpieszczać kąpielą, kiedy wokół unoszą się cudowne zapachy.


Do depilacji nie lubię używać wosków w plastrach, ani żadnych kremów. Zazwyczaj korzystam z golarki jednorazowej i żelu pod prysznic, ale czasem skuszę się na jakąś piankę albo żel do golenia. Jednak nie uważam takich produktów za niezbędne, można się bez nich obejść. No ale skoro mam jakąś na wykończeniu to ją pokażę :)


Żele Balea są obiektem pożądania wielu dziewczyn i wcale im się nie dziwię. Mają piękne opakowania i zapachy, można się uzależnić. Na składy w przypadku takich produktów można przymknąć oko :) Jagodowy żel ma śliczny fioletowy kolor i owocowy zapach.

Pora na antyperspiranty. Obecnie używam dwóch naprzemiennie.


Happy Deo  o zdecydowanie wiosennym zapachu to produkt CD. Można go używać również jako mgiełki do ciała. Więcej o nim pisałam TUTAJ
Natomiast Lady Speed Stick to wielofunkcyjny kosmetyk, który nie podrażnia, zabezpiecza i daje całodzienną ochronę.

Wiosną i latem odsłaniamy więcej skóry, więc szybciej jest mi się zmobilizować aby sięgnąć po kosmetyki antycellulitowe. Nie jestem 100% systematyczna w ich używaniu, ale staram się przynajmniej używać ich rano po masażu specjalnym rollerem z wypustkami.  To daje mi satysfakcję i poczucie zadowolenia, że robię coś dla siebie :)


Moje tegoroczne dwa ulubieńce do zadań specjalnych to pięknie pachnący pomarańczami, suchy, dwufazowy olejek antycellulitowy Soraya i krem do ciała Efektima. Oba pachną cudownie, szybko się wchłaniają i ładnie napinają skórę. Mam tylko zastrzeżenia do opakowania Sotrayi, ponieważ cieknie z atomizera, co daje leki dyskomfort. No ale zapach i działanie to rekompensuje.

Przejdźmy teraz do mojej ulubionej części. Balsamy, masła, olejki :)
Wcieram tego mnóstwo, bo to po prostu lubię i sprawia mi ogromną przyjemność wmasowywanie tych kosmetyków w ciało. Lubię zarówno lekkie wersje jak i te cięższe, zostawiające tłustą warstewkę.


Jeśli nie zdążę rano wmasować preparatu antycellulitowego, to wieczorem sięgam po pięknie pachnący koncentrat wyszczuplający sylwetkę Yoskine Tsubaki Slim Body. Aktywny nocą kiedy śpimy, tak przynajmniej obiecuje producent. Krem ma delikatny różowy kolor i przyjemny zapach, szybko się wchłania i pozostawia skórę miękką i wygładzoną.
Bardzo wygodną opcją jest dla mnie balsam do ciała z oślim mlekiem Olivolio Botanics.  Bardzo nawilża, pachnie mlecznie i ma wygodną pompkę, dzięki której często używałam go jako kremu do rąk. Bomba!


Jak już wspominałam lubię tłuściutko  :) Stąd obsesja na punkcie olejków. O trójfazowym Bielenda pisałam TUTAJ. Olejek z Indigo ma słodkawy, cudowny zapach i mamy tu argan i migdał, świetne towarzystwo. Olejek Yves Rocher pachnie tak samo jak żel pod prysznic z tej samej linii i wchłania się szybciutko. Najnowszy nabytek, świeżaczek w fazie testów to luksusowy suchy olejek z Eveline. Fantastyczna mieszanka wielu olejów przeznaczona do stosowania na ciało, twarz i włosy. Pachnie rzeczywiście luksusowo, ale taki suchy to on nie jest, pozostawia długo tłustą warstewkę.

Kompania maseł wystąp!


Wszystkie widoczne na zdjęciu są moimi ulubieńcami. Masło pomarańczowe z Harmonique ma jak na masło zaskakująco delikatną konsystencję musu, a pachnie niesamowicie, nawet pościel i koszulka pachnie nim na drugi dzień rano.  Makowe masełko z The Body Shop uzależnia zmysłowym zapachem, malinowe Balneokosmetyki to czysty obłęd, a owocowe kombinacje z masłem shea Organique mogę jeść łyżkami.

Wiem, że sporo tego, ale jeszcze krótko o peelingach, bez których nie mogę żyć.


Amethyst Glare Yasumi o którym pisałam niedawno TUTAJ oraz pomarańczowy super zdzierak Nacomi  TUTAJ
to cukrowe cudeńka wprawiające mnie w zachwyt. Znacznie delikatniejszy jest peeling z Rituals z roślinną nutą zapachową, a scrub z mango Organic Shop to uczta dla ciała i zmysłów.
Peelingi robię dwa razy w tygodniu i są to szczęśliwe dla mnie dni :)

Jak widzicie moja pielęgnacja mnie fascynuje, a kosmetyki, jakich używam muszą pięknie pachnieć i zapadać w moją pamięć. Po to by po nie wrócić :)



 

21 sierpnia 2016

SNAILS GARDEN - Cudze chwalicie, swego nie znacie

Kosmetyki zawierające śluz ślimaka zrobiły się bardzo modne ostatnio. Za sprawą koreańskich kremów ze śluzem ślimaka mogliśmy poznać jak rewelacyjnie działają produkty z tym kontrowersyjnym składnikiem. Jedni je uwielbiają, inni się ich brzydzą, a większość czyta, obserwuje z ciekawością, ale boi się zaryzykować.
Czy jednak wiedzieliście, że mamy swoją rodzimą firmę, która jest w stanie dostarczyć nam kosmetyki ze 100 %  śluzem z ekologicznej hodowli ślimaków śródziemnomorskich!?

SNAILS GARDEN to polska, certyfikowana firma zajmująca się hodowlą i przetwórstwem ślimaków.



Co mówią właściciele o swojej firmie ?

" Hodowla ślimaków to nasza pasja! Tylko u nas jedyny w Polsce certyfikowany krem z naturalnym 100% śluzem ślimaka! Pozyskanie śluzu odbywa się bez szkody dla ślimaka, po tym procesie ślimak wraca ponownie na wolny wybieg!
Snails Garden Cosmetics pragnie Państwu zaoferować serię polskich kosmetyków pielęgnacyjnych o niezwykłej i przełomowej formule. Wspólnie z laboratorium stworzyliśmy receptury, bazujących na śluzie ślimaka, pozyskiwanym w naszej hodowli w Pasłęku. Jest to składnik najwyższej jakości, 100% naturalny, czysty, bez żadnych konserwantów, a tym samym bardzo skuteczny w walce z różnymi problemami skórnymi. Jest to efekt naszych wieloletnich prac, dzięki którym uzyskaliśmy jedyne takie produkty na EUROPEJSKIM RYNKU!  "

Miałam przyjemność przetestować i poznać dwa kosmetyki ze śluzem ślimaka.

Serum pod oczy jest w formie przeźroczystego żelu, bezzapachowy, nietłusty i bardzo szybko się wchłania. Nie pozostawia lepkiego filmu i można po chwili wykonać makijaż.




Bardzo mi się spodobał ten kosmetyk, ponieważ okazał się niezwykle delikatny i ładnie zregenerował suchość w okolicach powiek. Skóra wokół oczu odzyskała elastyczność i sprężystość. W składzie serum zastosowano wysokie stężenia substancji aktywnych, które wnikają w najgłębsze warstwy naskórka i przynoszą mocne nawilżenie i wygładzenie skóry wokół oczu.
Efekty są widoczne bardzo szybko i żałuję, że serum właśnie dobiło dna bo było rewelacyjne.
15 ml serum kosztuje 69 zł.

Kolejnym kosmetykiem Snails Garden jest Krem do cery trądzikowej o pojemności 30 ml. Kremik stosuje moja nastoletnia córka i widać jak kosmetyk ładnie goi drobne niedoskonałości. Od czasu używania kremu Karolcia nie ma większych problemów z cerą, nie zauważyłam jakichś większych zmian skórnych. Buzia jej się uspokoiła, chociaż i tak nie miała ona większych problemów z trądzikiem, ale teraz jest naprawdę dobrze.



Krem ma bardzo lekką konsystencję, szybciutko się wchłania i ma biały kolorek. Również nie wyczuwam w nim zapachu.

Kwas glikolowy zawarty w śluzie ślimaka powoduje złuszczanie naskórka i „wymianę” na zdrowy.
Naturalne antybiotyki - niwelują bakterie które najczęściej występują w infekcjach skórnych.

Zastosowanie :

  • pomoc w leczeniu skóry z trądzikiem młodzieńczym i różowatym
  • pomoc w leczeniu skóry skłonnej do alergii
  • wzmacnia naczynka krwionośne zapobiegając ich pękaniu
Główne wskazania do stosowania:
  • trądzik
  • wągry
  • zbliznowacenia 
 Krem do cery trądzikowej kosztuje 45 zł. Jeden i drugi kosmetyk zamknięty jest w plastikowych, estetycznych opakowaniach posiadających pompki. Dozowanie jest dziecinnie proste, pompki podają precyzyjnie dawkę produktu, nie zacinają się, ani nie plują na odległość.
Brakuje mi tutaj trochę luksusu w opakowaniach, ale do samych produktów nie mogę się przyczepić. Spisują się doskonale. Zarówno ja, jak i córka używałyśmy tych kosmetyków tylko raz dziennie,wieczorem, aby dać im szansę lepszego działania podczas nocnego wypoczynku. U nas to wystarczyło, aby zauważyć różnicę  i poprawę stanu skóry.

Śluz Ślimaka zawiera w sobie drogocenne składniki,

takie jak: alantoina, kwas glikolowy, mukopolisacharydy, kolagen, elastyna, antybiotyki oraz witaminy A, C i E. Jest to kompleks naturalnych protein, które szybko i łatwo wchłaniają się przez ludzką skórę, przywracając jej prawidłowe funkcjonowanie. Poparte badaniami naukowymi jego działanie, wpływa na przyspieszoną regenerację skóry, a także jej głębokie odżywianie.




Zapraszam do poczytania o działalności państwa Skalmowskich- właścicieli SNAILS GARDEN
Ich osiągnięcia są naprawdę godne uwagi.

Mam wielką ochotę na kolejne opakowanie serum pod oczy, a także na spróbowanie kremów Prestige jakie mają w ofercie.