18 listopada 2017

Spotkajmy się w Łodzi III - czyli jak blogerki uczyły się szyć na maszynie


Spotkania blogerek ewoluują coraz bardziej. To już nie tylko spotkania przy kawie, plotki i wspólne zdjęcia. Coraz częściej każda minuta wykorzystana jest w 100%, dzieje się tyle, że jest co wspominać przez długie tygodnie.
Miałam niedawno przyjemność uczestniczyć w spotkaniu blogerek w Łodzi, które odbyły się w uroczej rodzinnej kawiarni TUBAJKA. Miejsce pięknie urządzone i przytulne. Spotkanie zorganizowała i dopięła na ostatni guzik z precyzją mistrza Sylwia z bloga Zadbana mama. Należą jej się ogromne podziękowania i chylę czoła przed tak fantastycznie zorganizowanym przedsięwzięciem.
Na spotkanie 28 października udałam się z moją kochaną Anią z bloga loveanea.pl. Obie byłyśmy z odległych miast, więc chwilę spóźniłyśmy się i ominęło nas rozpoczęcie. Kiedy dojechałyśmy na miejsce trwały już warsztaty szycia, które prowadziła uzdolniona Małgosia z bloga Myou wraz z pracownikami  firmy Wójcik i Spółka - Maszyny do szycia






Małgosia pokazała nam krok po kroku, jak uszyć kosmetyczkę! Warsztaty okazały się wielką frajdą i pokazały, że szycie wcale nie jest straszne. Kontakt z maszyną miałam wielokrotnie i bawiłam się przednio, jednak wiele z uczestniczek szyło po raz pierwszy i potem z dumą prezentowały swoje dzieło. Hand made - tak po prostu :)



Po warsztatach udałyśmy się na lunch,  gdzie serwowano do wyboru zupę meksykańską lub tartę z kurczaka. Ja zdecydowałam się na to drugie danie i bardzo mi smakowało.


Kolejnym punktem było spotkanie z fantastyczną Anią Pytkowską znaną większości z Meet Beauty, Sales Director w Agencji Blogmedia i prowadzącą bloga nietylkopasta.pl
Ania przedstawiła nam tajniki współpracy agencji z blogerami, powiedziała nam na co firmy i agencje zwracają uwagę podejmując współpracę z blogerami. Poruszony został także temat zarobków na blogu i wycen współprac. Dane statystyczne zostały przygotowane przez serwis Zblogowani. 
Podczas prelekcji wywiązała się ciekawa dyskusja, a ponieważ Ania również bloguje więc mogłyśmy liznąć tematu z dwóch stron- blogerki i agencji.




Kolejną prezentację poprowadziła uczestniczka spotkania Wioleta z bloga Mama bloguje 
która powiedziała nam jak wycenić swoją pracę, jakich błędów unikać w kontakcie z markami,oraz jak pisać ciekawe maile do firm. Ta prezentacja wywołała żwawą dyskusję .


 Następnie odbyło się spotkanie z marką Liqpharm której przedstawicielka pani Małgorzata Krynicka-Gad opowiedziała o założeniach marki i zaprezentowała fantastyczne sera. Liqpharm to młoda polska firma, producent dermokosmetyków LIQC. Pani Małgosia poczęstowała nas przywiezionym na tą okazję tortem, a podczas prezentacji można było poznać kosmetyki na własnej skórze. Bardzo zaciekawiły mnie te pięknie wyglądające buteleczki, a jeszcze bardziej ich zawartość.





Po krótkiej przerwie kawowej swoją prezentację rozpoczęła łódzka marka Now Brow, której przedstawicielka - pani Grażyna zademonstrowała zabieg regulacji brwi metodą nitkowania. Efekty zaskoczyły wszystkich, a obawy przed bólem zostały rozwiane.




Na koniec spotkania miała miejsce prezentacja Izy z bloga Nianio.com.pl na temat Instagrama  podczas której poznałyśmy zabronione #hasztagi  blokujące zasięg. Iza podpowiedziała jak promować się na tym kanale społecznościowym, oraz jak zadbać o estetyczny i ciekawy wygląd naszego profilu.

O całą oprawę fotograficzną zadbał bardzo uzdolniony fotograf Jakub Placzyński, dzięki któremu możemy cieszyć się pamiątką z tego spotkania w postaci pięknych zdjęć. Zachęcam do zajrzenia na jego profil na Facebooku  bo zdjęcia, jakie wykonuje po prostu zachwycają.  Dzięki niemu każda z nas miała wykonane zdjęcie portretowe. Ja mam także zdjęcie z Anią <3



Spotkanie jak widzicie było niesamowicie atrakcyjne zarówno pod względem merytorycznym jak i organizacyjnym. Bardzo dziękuję Sylwii za zaproszenie i cieszę się że mogłam uczestniczyć w tak ciekawym wydarzeniu. Sylwia zadbała także o to, abyśmy nie wyszły ze spotkania z pustymi rękami. Ale o tym co przywiozłam z Łodzi napiszę następnym razem.

Poniżej możecie zobaczyć partnerów wspierających nasze spotkanie.


 
A oto lista uczestniczek spotkania :
 
 
 


 

14 listopada 2017

Full Mellow poleca się stacjonarnie


Minął już tydzień odkąd wróciłam z otwarcia pierwszego stacjonarnego sklepu Full Mellow w Poznaniu, a ja wciąż mam w pamięci obraz wspaniałych ludzi tworzących moje ukochane kąpielowe umilacze. Markę znam od dawna, zanim jeszcze na dobre pojawiła się w Polsce i mam przyjemność podążać za jej rozwojem i udoskonalaniem swoich wyrobów.
Jeśli jeszcze nie wiecie to Full Mellow  jest odpowiedzialne za rozpustę w wannie! Tak! To oni przyczynili się do żądzy posiadania wszystkich tych pachnących kul kąpielowych, muffinek, bubble barów, peelingów i mojego ukochanego masła arbuzowego.
I każdy z nas mając taką babeczkę w ręku cieszy się że może być świadkiem tej cudownej metamorfozy uprzyjemniającej kąpiel, a ja ciesze się także z tego, że mogłam poznać ludzi dających nam tyle przyjemności.







Na zaproszenie Anety, właścicielki marki,  pojawiłam się w Poznaniu na Mielżyńskiego 18/13 gdzie powstał pierwszy stacjonarny sklep. Jeśli będziecie kiedyś w tym mieście, to koniecznie zajrzyjcie!
Wchodząc do sklepu oczarował mnie minimalistyczny wystrój, bogactwo produktów, fantastyczne zapachy i ciepłe przywitanie.
Full Mellow to rodzinny biznes, który nie istniałby bez prawdziwej pasji, miłości i zaangażowania. Tworzą go ludzie wspierający się wzajemnie, którzy mimo, że zarwali niejedną noc doskonaląc swoje produkty, to opowiadają o nich z uśmiechem na twarzy. Widać że kochają to, co robią.
Każda babeczka, jaką znajdziecie na półce jest ręcznie tworzona, z misterną precyzją i perfekcyjnym wykończeniem. Nie znajdziecie tutaj uszkodzonej kuli, ponieważ profesjonalizm tych ludzi nie pozwala na to, aby oddać towar wybrakowany. Wszystko musi być naprawione, ewentualnie stworzone na nowo. Marka na tip top!
A wierzcie mi, że jak wejdziecie do sklepu, to nie będziecie wiedzieć czego dusza i ciało pragnie bardziej. Tych kąpielowych umilaczy, rewelacyjnych peelingów, mydeł w formie kolorowych galaretek, czy przepięknie pachnących i uzależniających balsamów, maseł, czy olejków.









 A to kochani nie wszystko. Firma doskonale wie, że nie każdy posiada wannę i już szykuje umilacze pod prysznic. Niedługo będę mogła Wam o nich opowiedzieć coś więcej.

Jak już wspominałam, jest to biznes rodzinny, dlatego w sklepie znajdziecie także prześliczne poduchy, które szyje ciocia właścicielki. Kobieta ma dar i to widać. Spod jej rąk wychodzą poduchy, o których marzy niejedna z nas.




 A oto cała wspaniała ekipa Full-Mellow <3


W tym dniu mogłyśmy wszystko pooglądać, podotykać i wąchać do bólu. Mogłyśmy także na własne oczy zobaczyć jak kule rozpuszczają się w specjalnie do tego przygotowanych akwariach. Feeria barw i zapachów!




Z okazji otwarcia spróbowaliśmy specjalnie na tą okazję przygotowanego torta, który był niesamowicie smaczny i wyglądał pięknie.




Wyszłam stamtąd wzruszona, pełna podziwu i zakochana w tych ludziach i tym co dają światu. W tej pasji, pomysłach i poświęceniach, aby to, co sobie wymarzyli, miało materialny wymiar. I nie chodzi tu o pieniądze, ale o kosmetyki, które dają nam tyle radości i pielęgnują naszą skórę.
Musicie poznać to miejsce - pełne magii i cudownej, ciepłej atmosfery. Miejsce, gdzie naprawdę liczy się klient i jego zadowolenie, a nie jego portfel. I będziecie chcieli tam wracać :)


A te wszystkie wspaniałości, które ze sobą przywiozłam uprzyjemniają mi niejeden wieczór :)



Zachęcam także do śledzenia Full Mellow na Facebooku

6 listopada 2017

Country Candle - Salted Caramel Apples


Kolejny zapach z jabłkowej kolekcji towarzyszący mi podczas jesiennych wieczorów to Salted Caramel Apples  Colonial Candle. Niesamowicie apetyczna etykieta krzyczała do mnie i powodowała, że dostawałam ślinotoku na samą myśl o tych soczystych strzelających jabłkach zatopionych w gęstym, słonawym karmelu. Czy można nie poczuć tego smaku?

A jak jest z zapachem ?


Przyznam szczerze, że początek naszej znajomości nie wypadł pomyślnie. Wpadłam na pomysł, żeby rozpalić świecę podczas porządkowania sypialni. Wiecie, czasem trzeba ogarnąć poupychane papiery i inne rzeczy, na które na co dzień nie ma czasu. Wiedziałam, że gruntowne porządki zajmą mi kilka godzin, dlatego wzięłam karmelka do towarzystwa.
No i po godzinie musiałam wynieść świecę, bo nie mogłam znieść tej mocy, słonego przypalanego karmelu. Nie czułam jabłek, tylko przyprawiające o ból głowy przyprawy.
Otworzyłam okno, bo nie mogłam pozbyć się duszącego i drapiącego aromatu. Trzeba przyznać, że świeca ma moc! I to jest jej zaletą, co doceniłam dopiero kiedy na drugi dzień rozpaliłam ją w salonie.




Basen powstał ekspresowo, wosk topił się pięknie, regularnie, nie tworząc leja. Dopiero podczas drugiego palenia poczułam to, czego brakowało mi od początku - jabłkowe nuty! Tak, teraz jabłka grały pierwsze skrzypce i to podobało mi się bardzo:)
Zapach stał się lżejszy, owocowy, karmel złagodniał wydobywając całą słodycz z jabłek i otulając je pieszczotliwie.
Nie każda świeca pali się tak samo i nie każdą czuć po zgaszeniu przez kilka kolejnych dni. Salted Caramel Apples może Wam to zagwarantować. Ten aromat wnika w zakamarki, w każdy kącik i zatrzymuje się dając o sobie znać znienacka. Każdego dnia wracając do domu czuję ten aromat i od razu mam ochotę zapalić ją kolejny raz.
Podoba mi się kolor wosku, czerwony, intensywny i soczysty. Etykieta zachęca do spróbowania, ale jeśli nie lubicie mocnych akordów, to może zaopatrzcie się najpierw w daylight i zobaczycie, czy zapach przypadnie Wam do gustu. Zdecydowanie jest to killer jeśli chodzi o moc - nie radzę palić w małych pomieszczeniach.  Może przytłoczyć.


Jednak do odważnych  świat należy :) Zapach jest intrygujący, wielowymiarowy i na pewno znajdzie swoich zwolenników.
Świecę kupicie na stronie Kringle Candle