16 marca 2014

Woskowanie



Dzisiaj kolejna recenzja wosków, przetestowanych w ostatnim czasie. Znalazło się kilka, które trafiają do czołówki moich ulubieńców, oraz takie, których więcej nie kupię. Zaczynamy od tych, które polubiłam najbardziej.

Egzotyczna passiflora 
Zapach letni, cudownie owocowy. Połączenie egzotycznego owocu passiflory oraz mandarynki i melona. Po zapaleniu w kominku dość szybko wyczuwa się cytrusową bombę, przywołującą skojarzenia z latem. Uwielbiam tą porę roku dlatego tak bardzo wosk ten przypadł mi do gustu. Zapach jest intensywny, rześki, ale nie męczący. Totalny Owoc Pasji.


Soczysta cytryna 
Kolejny owocowy, bardzo orzeźwiający zapach. Zmrożona lemoniada podana letnią porą. Kompozycja cytrynowej nuty połączonej z kilkoma kroplami esencji bergamotki . W tle wyczuwa się słodkie nuty orzeźwiającej pomarańczy. Pachnie pięknie, a co najważniejsze nie przypomina kostki toaletowej o typowym chemicznym aromacie.

 Leśne jagody obmyte poranną rosą
Mała tartinka z wielką mocą zapachową. Piękny, czerwony kolor topionego wosku uwalnia nuty agrestu, borówki, jagody, czarnej porzeczki oraz wiśni. Nie jest to zapach cierpki, ale bardzo energetyczny. Pozwala cieszyć się owocami sezonowymi przez cały rok.


Prawdziwa róża
Kwiatowy zapach bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Miałam wrażenie, że w pokoju znajdują się róże w wazonie. Nie jest męczący, raczej delikatny, kobiecy, uwodzicielski. Prawdziwie pachniał róża, nie sztuczną kompozycją tak często spotykaną w świecach zapachowych. Przygoda z tym woskiem na pewno nie skończy się na jednej tartaletce. Bardzo spodobał mi się ten spacer po ogrodzie różanym.


Turkusowe niebo
Bardzo żałuję, że zdjęcie nie oddało rzeczywistego koloru wosku. Jest on cudownie turkusowy, piękny i czysty. Zakochałam się w nim od momentu pierwszego roztopienia. Łączy w sobie zapach świeżej bryzy, morskiej trawy oraz piżma. Jest dość intensywny, tajemniczy i orzeźwiający, Podróż podniebna nad oceanem.

 Truskawka w bitej śmietanie
Spodziewałam się więcej po tym zapachu. Więcej truskawki, zdecydowanie więcej. Intensywniej jednak czuć nuty śmietankowo waniliowe tak jak w lizakach chupa-chups. Przyjemny dla nosa, delikatny, lekko słodkawy. Podobał mi się, ale nie zachwycił, być może dlatego, że bardziej nastawiłam się na truskawki. Na pewno jeszcze go kupię.

Puszysty ręcznik
Bardzo świeży,  delikatny, orzeźwiający. Pachnie jak suszone wiatrem pranie, wyczuwam zapach proszku do prania i płynu do płukania. Zapach przyjemny, ale jak dla mnie nie jest to rewelacyjna kompozycja. Rozchodzący się aromat bardziej kojarzy mi się z praniem i sprzątaniem niż relaksem. Dlatego kolejnej tartaletki nie kupię.

Koronkowy dotyk
Wosk z nowej serii Simply Home w ogóle nie przypadł mi do gustu. Producent obiecuje delikatny, suptelny i zmysłowy zapach kwiatowy, jednak dla mnie jest on duszący, mdły i męczący. Kojarzy mi się z wyperfumowanymi starszymi paniami, które wybierają bardzo ciężkie perfumy i pachną tak samo. W żaden sposób nie kojarzy mi się z sypialnianym relaksem, ani wonią delikatnych polnych kwiatów. Zaraz po Lemon Lavender, który jest dla mnie najgorszym z dotychczas testowanym woskiem, ten również trafia w moim rankingu na najniższą półkę.