8 stycznia 2016

Nivea Jagodowe masełko do ust - Bluberry Blush


Jestem uzależniona od wszelkich mazideł do ust. Wciąż czymś je smaruję, nawilżam, natłuszczam, koloruję. Dlatego chętnie wzięłam udział w konkursie na stronie firmy i dostałam to oto cudeńko.
Nie jest to nowość, bo masełka Nivea są na rynku już od ponad roku, ale jakoś nie miałam okazji ich używać ze względu na zapas wszelakich mazideł do ust czekających w kolejce.



Masełko wygląda uroczo i bardzo zachęcająco. Zamknięte jest w okrągłym metalowym pudełeczku, a oprócz tego zapakowane w tekturowe opakowanie, dzięki czemu wiemy, że jest nowe i nikt nie maczał tam palców :) Zarówno na kartoniku, jak i na metalowym spodzie opisany jest skład i inne przydatne informacje.


Parafina na drugim miejscu jakoś mnie nie dziwi, bo często w takich smarowidłach występuje. Mniej podoba mi się olej rycynowy, który często przysparza różnych problemów, ale dalej widać masło shea i olej  ze słodkich migdałów ( to lubię ).

OD PRODUCENTA

NIVEA® blueberry blush balsam do ust. Wzbogacona o masło shea i olejek migdałowy formuła balsamu do ust NIVEA z HYDRA IQ, zapewnia intensywne nawilżenie i długotrwałą pielęgnację. Rozpieszczająca usta formuła z aromatem blueberry blush sprawia, że są one niezwykle miękkie i pełne blasku.
Produkt przebadany dermatologicznie.
Rekomendowana cena detaliczna 9,99zł





 MOJA OPINIA

Przede wszystkim masełko pięknie pachnie. Delikatny jogurtowo - jagodowy zapach sprawia, że aplikacja jest bardzo przyjemna. Smaku nie ma żadnego i przynajmniej nie będzie kusić, żeby się oblizywać :) Postać ma dość twardą, ale pod wpływem temperatury staje się miękkie. Typ wazeliny kosmetycznej.  Konsystencja aksamitna, bez żadnych grudek, idealnie się rozsmarowuje..
Usta stają się rzeczywiście miękkie, nawilżone i delikatne. Masełko natłuszcza, więc idealnie wpisuje się w klimat jesienno zimowy, gdzie usta potrzebują takiej ochrony.
Jeśli chodzi o kolor to nie nadaje ustom żadnego zabarwienia, jest bezbarwna mimo, że w pudełeczku widzimy delikatny fiolecik, za to lekko je nabłyszcza. Można je zastosować na pomadki, u których zauważyłyśmy działanie wysuszające, na pewno je wspomoże.


Co do trwałości to nie zaskakuje niczym szczególnym, jeśli nie spożywamy posiłków, to wytrzyma do kilku godzin, czyli typowo dla takiego rodzaju kosmetyków. Na pewno jest bardzo wydajne.
Jedyną wadą jest dla mnie nakładanie palcami, co jest mało higieniczne, ale dotyczy to większości masełek i balsamów w pojemniczkach bez aplikatora. Używam wielu takich produktów i nie mam z tym problemu, ważne, by mieć czyste ręce.

Jestem bardzo zadowolona z jagodowego mazidełka i nabrałam ochoty na wypróbowanie innych wersji, a szczególnie kokosowego i malinowego.
Co sądzicie o tych masełkach? Przypadły Wam do gustu?