11 listopada 2016

Denko października

Wreszcie z racji długiego weekendu mam czas, aby zasiąść do podsumowania kosmetyków, których koniec żywota nastał w październiku.

KUPIĘ PONOWNIE
BYĆ MOŻE POWRÓCĘ 
NIE KUPIĘ


Zacznę od kosmetyków do pielęgnacji włosów, nie zdziwcie się, bo cała piątka dostaje zielone TAK.

O`RIGHT Golden Rose Oil najlepszy olejek do włosów jaki miałam okazje używać. Był w lipcowym ChillBoxie i po wakacjach zaczęłam używać. Pięknie pachnie i wystarczą dwie krople rozprowadzone na mokrych włosach, aby wydobyć z nich blask i odżywić. Jak zużyję wszystkie napoczęte olejki, to do niego wrócę. 

WELLA Wellaflex Lśniący kolor- to mocno utrwalający lakier do włosów, który towarzyszy mi od wielu już lat. Nie skleja włosów i nadaje im elastyczne utrwalenie. Przeznaczony do włosów farbowanych i pomaga utrzymać ich blask. 

L`BIOTICA Repair Express Mask - odżywka, która świetnie regeneruje zniszczone włosy, ułatwia ich rozczesywanie, nawilża, odbudowuje i wzmacnia strukturę włosów. Zawiera keratynę, ceramidy, rozmaryn, witaminę E, olejek różany i olej z kiełków kukurydzy. Wystarczą 2 minuty i efekt  gładkich włosów widoczny gołym okiem.  

GARNIER Ultra Doux - Szampon odbudowujący z olejkiem z awokado i masłem karite. Często pojawia się w denku, więc nie muszę nic dodawać. 

JOHN FRIEDA Frizz Ease - maska do włosów, która fantastycznie je nabłyszcza, wygładza i odżywia. Ma piękny zapach i jest najlepszym kosmetykiem z całej fioletowej serii. Daje rewelacyjne efekty i już mam następne opakowanie. 



 THE BODY SHOP Oils of Life - Intensywnie rewitalizujący olej do twarzy. Zużyłam właśnie drugą butelkę i na razie robię przerwę, bo mam inne olejki do twarzy. Bardzo wydajny, niestety pozostawia tłustą warstwę na twarzy i wiem, że nie każdy to lubi. Ma też mocny ziołowo - męski zapach, który ja uwielbiam, ale niektórym on przeszkadza. Stosowałam go na noc i rano skóra jest cudownie miękka, pełna blasku i odżywiona. Ma w składzie niesamowitą ilość różnych olejków, a najintensywniej wyczuwam rozmaryn, lawendę i majeranek. 

SORAYA Ideal Beauty - to chyba pierwszy krem tej firmy, który używałam z czystą przyjemnością. Jest to lekki krem - esencja na dzień dla skóry mieszanej. Podobał mi się jego lekki różano - owocowy zapach i efekt w jaki rozświetlał skórę. Poprawił jej wygląd i optycznie wygładzał. Wart polecenia. 

SKIN79 Mild Sun Lotion SPF50+ PA+++ krem z wysokim filtrem, który bardzo lubiłam, pisałam o nim TUTAJ. Teraz ma zmieniony skład i nowe opakowanie.



 YVES ROCHER Purbleuet - dwufazowy płyn do demakijażu oczu, który zaskoczył mnie swoją skutecznością, delikatnością i wyglądem. Zawiera wodę z bławatka, koi i odświeża. Nie wymaga spłukiwania i na pewno jeszcze się zobaczymy. 

RESIBO Płyn micelarny - Kosmetyki tej frmy robią furorę w blogosferze, jednak mnie nie kupił na 100%. Skład ma świetny, działa skutecznie, ale niestety zapach mnie odstraszał i nie sprawiał mi przyjemności w codziennym demakijażu. Zawiera szałwię, lecytynę, glicerynę i roślinny propanediol ( glikol do rozpuszczania kwasów ). 


 
  CAREX Kids Bubble Gum - zapas antybakteryjnego mydła w płynie, który niestety zmęczył mnie zapachem. Może za duża ilość? Delikatnie myje i dba o skórę rąk. Jeśli do niego wrócę to na pewno wezmę inny zapach. 

THE SECRET SOAP STORE  Winogronowy krem do rąk. Kocham kremy tej firmy za mocną regenerację i cudowne zapachy. Zawierają 20% masła shea, przez co jest delikatnie tłusty, ale za to świetnie pielęgnuje skórę doni, nawilża, wygładza i zmiękcza naskórek. Zawiera też sok z cytryny, oliwę z oliwek i komórki macierzyste pomarańczy

YVES ROCHER Aromatyczna Wanilia - żel do mycia rąk o zniewalającym zapachu, nie zawiera parabenów. Był z limitowanej edycji i nie wiem, czy jeszcze gdzieś go znajdę . Bardzo go lubiłam, świetnie oczyszczał.  

YOPE Mydło w płynie Wanilia&Cynamon - próbka naturalnego mydła, którą dostałam do zamówienia u Hani. Obecnie mam inny wariant zapachowy, ale to też będzie moje. Dobrze nawilża, ma naturalne ekstrakty i działa antybakteryjnie.  Praktycznie wszystkie zapachy mydeł mi się podobają poza goździkowym, którego nie cierpię. 


THE BODY SHOP Masło do ciała z Limonką i Miętą - mini masełko, które zużyłam z wielką przyjemnością. Bardzo odświeżające, długo utrzymuje się zapach na skórze, dobrze nawilża. 

LE PETIT MARSEILLAIS Balsam do mycia ciała zawierający mleczko arganowe, wosk pszczeli i olejek różany. Bardzo przyjemnie mi się go używało, tworzył gęstą, aksamitna pianę i super pachniał. 

CURE BATHTIME - saszetka którą dostałam od Teri w letniej paczce. Niestety zapach mnie zabił :) Zawiera naturalną sól do kąpieli z naturalnych skałek, tzw. Rocksalt. Po wrzuceniu do wanny zabarwiły wodę na kolor trudny do określenia.  Według mnie zrobiła się ona po prostu brudna. Zapach nie był przyjemny, bo czuć było siarkę.  Jednak po poleżeniu w wannie 20 minut czułam się bardzo zrelaksowana i odprężona na maksa.  Ciało stało się miękkie i wygładzone. Jednak wolę piękne zapachy w wannie :)


CURAPROX  Black is White - pasta do zębów. Recenzja tej pasty pojawi się jeszcze w tym miesiącu, bo jest rewelacyjna. Czarna jak węgiel z limonkowym posmakiem. Wybieliła zęby o jeden odcień. 

 FA Antyperspirant w sztyfcie Dotyk bawełny - przyjemny, kwiatowy zapach i dobra ochrona, nie zostawia białych plam, nie brudzi, pozostawia skórę suchą, nie klejącą się, łagodny dla skóry, można go użyć bezpośrednio po goleniu. Ciekawa jestem innych wersji zapachowych. 


Dwa tusze do rzęs, z których Maybelline  Lash Sensational stał się totalnym ulubieńcem, dając mi wszystko, czego od tuszu oczekuję, natomiast  Eveline Big Volume Lash  nie do końca mi przypasował. Zbyt słabo podkreślał rzęsy. Po raz kolejny trafia tu kredka z AVON Diamentowa Twilight Sparkle. Miękka, mieniąca się i cudownie wyglądająca na oku, do tego trwała i nie rozmazuje się. Uwielbiam!



 Ukochane maski do twarzy. W tym miesiącu częściej stosowałam maski o większych pojemnościach, dlatego niewiele tym razem tych w płachcie. SKIN79 Nude Seal to maseczka, która po nałożeniu wygląda jak druga skóra, jest niesamowicie cieniutka i delikatna, prawie przezroczysta. Lubie kosmetyki zawierające miód w swoim składzie i bardzo byłam jej ciekawa. Po otworzeniu opakowania poczułam piękny zapach, jednak nie był to typowy zapach miodu, ale takich perfum, luksusowych i bardzo kobiecych.
Maseczka była tak nasączona, że aż z niej kapało, a po wyjęciu w opakowaniu zostało jeszcze bardzo dużo płynu. Dała mi świetne nawilżenie, rozjaśniła delikatnie i pozostawiła skórę miękką. 

Natomiast o przeciwzmarszczkowej masce HOLIKA HOLIKA Baby Pet Magic mask sheet  pisałam TUTAJ.
Jeżykowe plasterki na nos SKIN79  Clean-on 2 Step  też doczekały się swojej recenzji, dlatego ciekawskich zapraszam TUTAJ.
Jeśli chodzi o maski węglowe bez węgla BIELENDY Carbo detox to nie zrobiły mi krzywdy, poza delikatnym podrażnieniem przez jedną z nich, ale nie jestem pewna czy chcę do nich wrócić. Recenzja TUTAJ.

  
RIVAL DE LOOP Revital Q10 to przeciwzmarszczkowe płatki pod oczy, dostępne w Rossmannie za niewielkie pieniądze. Okazały się bardzo skuteczne przy likwidacji opuchnięć pod oczami, łatwe w użyciu, przyklejane jak naklejki dobrze się trzymały i robiły to, co obiecywał producent. Za kilkanaście złotych mamy świetny produkt do wymagającej cery. Polecam!

W podobny sposób działają Hydrożelowe płatki pod oczy EKSCLUSIVE. Zarówno te z ekstraktem z pereł, jak i z filtratem ze śluzu ślimaka przyniosły ulgę i pomoc przy likwidacji opuchnięć. Bardzo fajne w dotyku, trzymały się skóry i pozostawały przez cały czas na swoim miejscu. Kupiłam już spory zapas. 


Udało mi się także zużyć kilka próbek i wszystkie okazały się rewelacyjne. Norel, SKIN79, Make Me Bio i Missha są już na wish liście. Mikołaj dostanie niezły spis :)

Denko nie takie małe, ale nie z tych największych :) Sporo nowych kosmetyków wpadło mi tej jesieni, więc czekają Was  recenzje naprawdę fajnych produktów. Bądźcie na bieżąco. 

Zapraszam też do śledzenia mojego fanpejdża na FACEBOOKU  jak i profilu na INSTAGRAMIE  gdzie pojawiają się nowości i moje zapachowe miłości :)