1 maja 2017

Choonee Bird`s Nest Brightening Mask - maseczka z wyciągiem z jaskółczego gniazda


Wiele jest kontrowersyjnych składników używanych w produkcji koreańskich kosmetyków, które nawet budzą obrzydzenie. Jestem osobą, która nie boi się wyzwań w kwestii pielęgnacji i próbuje wielu dziwnych rzeczy. Czego to już nie było na mojej twarzy :) Począwszy od śluzu ślimaka, jadu żmii, jadu pszczelego po wyciąg z łożyska konia, czy jaskółczych gniazd.
Dzisiaj mam dla Was maseczkę właśnie z tym ostatnim składnikiem, czyli wyciągiem z jaskółczych gniazd.


Maseczkę dostałam kilka miesięcy temu od koleżanki i tak ją wcisnęłam między inne, że długo nie mogłam znaleźć. Wiem, że tego rodzaju maseczki sprzedawane są w kompletach po 10 sztuk, i już żałuję, że miałam tylko jedną.

Dlaczego wyciąg z jaskółczych gniazd ?

Składnik ten znacznie poprawia stan naszej skóry, rozjaśnia ją, opóźnia procesy starzenia, a także przyspiesza procesy leczenia. Dlatego w Azji możemy spotkać w menu słynną zupę z jaskółczych gniazd :)
Jaskółcze gniazda budowane są ze śliny samców, która jest bogata w składniki odżywcze ( węglowodany, aminokwasy, wapń, magnez, potas i żelazo ). W kosmetykach ma główne zastosowanie jako antyutleniacz, składnik spowalniający starzenie i uelastyczniający skórę.

Co znajdziemy w składzie tej maseczki ?


Oprócz wyciągu z jaskółczego gniazda, mamy tutaj :
Wyciąg z mleczka pszczelego - ma wysoką zawartość  protein, mocno odżywia skórę, opóźnia starzenie i zwiększa jej odporność
Wyciąg z wodorostów - zawierają wiele biologicznie czynnych składników, mają za zadanie opóźniać starzenie, oczyszczają, rewitalizują
Wyciąg z lukrecji - uspokaja skórę i łagodzi podrażnienia
Wyciąg ze spiruliny - działa przeciwzapalnie, przeciwnowotworowo i antywirusowo
Wyciąg z kory morwy białej - pomaga rozjaśnić skórę i zmniejszyć widoczność piegów i plam pigmentacyjnych
Ekstrakt z piwonii - rozjaśnia i wygładza skórę

Maseczkę nakładamy tradycyjnie na oczyszczoną i stonizowaną skórę. Trzymamy 20 minut po czym nadmiar esencji delikatnie wklepujemy.



Maseczka to półtransparentna płachta, bardzo mocno nasączona i dobrze przylegająca do twarzy. Jedynie otwory na oczy mogły by być ciut większe, ale na szczęście nic mnie nie podrażniło w tych wrażliwych okolicach. Trzymałam maskę pół godziny i nadal materiał był wilgotny. Pozostałość wklepałam delikatnie w skórę twarzy, szyi i dekoltu.

Maska bardzo mocno nawilżyła moją skórę, widocznie ją rozjaśniła i uelastyczniła. Jeszcze na drugi dzień rano czułam to nawilżenie i w zasadzie nie musiałabym nakładać już kremu.
Zapach był prawie niewyczuwalny, a w opakowaniu zostało jeszcze dużo płynu, który można wykorzystać jeszcze stosując skondensowane suche maseczki w ciekawych tabletkach, dostępne w Hebe za parę złotych.


Jestem bardzo zadowolona z tej maski i chętnie zamówię kiedyś całe opakowanie.
A jak jest u Was ? Czy takie składniki budzą w Was obrzydzenie czy raczej ciekawość ?