4 sierpnia 2017

Ulubieńcy lipca


Ponieważ w tym roku zrezygnowałam z denka na blogu, postanowiłam wrócić chociaż do ulubieńców miesiąca. Mam nadzieję, że posty tego rodzaju czytacie tak chętnie jak ja :)
Wiele produktów dziś się znajdzie wśród ulubieńców, ale tak się złożyło, że nie mogłam nie docenić każdego z nich :)


W pielęgnacji włosów zachwyciła mnie odżywka z biotyną i kolagenem ORGANIX dodająca włosom objętości. Słyszałam różne opinie odnośnie jej kokosowej siostry, ale ta fioletowa damulka  królowała w łazience. Ma fioletowy, perłowy kolor i pachnie słodko, luksusowo. Jedynym minusem jest twarde opakowanie, z którego ciężko ją wydobyć. Trzymana na włosach od 3 do 5 minut sprawia, że są bardzo błyszczące, sypkie i po wystylizowaniu widać zwiększoną objętość.  Nie używam jej codziennie, ale 2, 3 razy w tygodniu na zmianę z inną odżywką. Ma dużą pojemność  ( 385 ml ) i jest wydajna.

W kwestii aromatyzowania powietrza, chyba pierwszy raz tak mało paliłam latem wosków i świec zapachowych. Bardzo spodobała mi się mgiełka do pomieszczeń Pachnąca Szafa  w wersji Illusion. Producent opisuje zapach jako owocowo - pudrowy, jednak dla mnie jest to zapach pięknych, kobiecych, zmysłowych, uwodzących perfum. Szkoda tylko, że jest mało trwała i po chwili od rozpylenia zapach znika, ale jest naprawdę piękny !





Pogoda w lipcu nie rozpieszczała nas zbytnio wysokimi temperaturami. Dlatego często sięgałam po ulubioną latem wodę toaletową Incanto Shine Salvatore Ferragamo. Jest tak cudownie rześka i do tego trwała. Wrażenie robi już butelka :) 
Kompozycja zainspirowana szczęściem, przyjaznym nastawieniem do świata, tryskająca optymizmem i radością. Zapach owocowo - kwiatowy, pełen barw i rozjarzony, niczym poświata wokół tęczy. Czyste szczęście... jak odkrycie raju... Uwiedzie zmysły i poprowadzi ku innemu przeznaczeniu.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: ananas, passiflora
nuta serca: frezja, brzoskwinia
nuta bazy: cedr, ambra

W bardziej ciepłe dni używałam grejpfrutowej mgiełki z The Body Shop. Jakiż to piękny, energetyczny zapach! Cytrusowy, a zarazem słodki. Miałam ochotę się nią psikać non stop!



Wielkim ulubieńcem była pasta do mycia twarzy z szałwią i melisą Fresh & Natural. Genialny kosmetyk, odsyłam do recenzji tutaj 

Nie wyobrażam sobie już demakijażu olejami nieemulgującymi ( jak Resibo czy Vianek ) czy zmywania masek bez tych cudownych ręczniczków bawełnianych Tami dostępnych w Rossmannie za jedyne 5 zł !  Ręczniczki są jednorazowe i komfortowe w użyciu, nie trzeba ich prać. W opakowaniu jest ich 60 sztuk, są bardzo delikatne, wykonane ze 100% bawełny, dzięki czemu nie podrażniają wrażliwej skóry. Nie rozwarstwiają się, ani nie pozostawiają paprochów na twarzy. Zmoczone są bardzo wytrzymałe i spokojnie można zmyć nimi twarz. Jak dla mnie rewelacja!

BENTON Aloe BHA Skin Toner - jeden z najlepszych toników jakie miałam w życiu. Oparty na hydrolacie z aloesu, łagodzi podrażnienia, idealny dla skóry wrażliwej, suchej, dojrzałej, skłonnej do trądziku. Ma lekko żelowatą konsystencję  i jest bardzo wydajny.  Używałam go początkowo dwa razy dziennie, a potem tylko wieczorem. Na pewno pojawi się osobna recenzja, bo na nią zasługuje. Cieszę się, ze mam w zapasie kolejną butelkę :)

ORIGINS Make A Difference Plus- czyli emulsja odmładzająca.  Fantastyczny kosmetyk! Ma śliczny, ogórkowo melonowy zapach. Emulsja odmładzająca to w zasadzie swego rodzaju tonik przygotowujący skórę do przyjęcia składników intensywnie pielęgnujących. Wstępnie nawilża skórę po demakijażu, a jego właściwości wzmacnia samo-nawilżająca róża jerychońska oraz specjalny kompleks z liczi i arbuza, który przygotowuje skórę pod intensywną kurację.
Tonik doskonale odświeża skórę, błyskawicznie się wchłania, pozostawia ją matową, ukojoną i nawilżoną. Teraz nasza buzia jest gotowa na przyjęcie kremu i innych kosmetyków. Odsyłam do recenzji tutaj. Jest to moja już 3 butelka, a to o czymś świadczy :)


 Zestaw kosmetyków Coconut Water SEPHORA jakie kupiłam w promocji 3 za 2. Wszystkie służą do demakijażu i bazują na wodzie kokosowej.
Krem do oczyszczania twarzy i oczu  w wersji podróżnej, w małej tubce 50 ml. Jest to kosmetyk, który oprócz tego, że usuwa makijaż, także koi skórę i relaksuje ją. Ma konsystencję aksamitnego kremu, który podczas masowania skóry zamienia się w bardziej olejkową wersję. Bardzo dobrze oczyszcza z makijażu i nie podrażnia oczu ( choć wcześniej usuwam większość tuszu i cieni płynem micelarnym ). Podczas zmywania emulguje i łatwo się spłukuje, pozostawiając skórę miękką i bez tłustej warstwy. Mała pojemność idealna jest na wakacje, ale już żałuję, że nie mam większej tubki.

Woda micelarna o pojemności 100 ml, nie wymaga spłukiwania, jednak ja i tak to robię. Pewnie jest to udogodnienie w miejscach, gdzie jest brak dostępu do wody. Konsystencja jest dość gęsta, żelowa, o mętnym, mlecznym kolorze. Nabieram ją na wacik i oczyszczam twarz, szyję i dekolt. Nie domywa do końca makijażu oczu i trochę szczypie, kiedy dostanie się do oka. To mleczko micelarne ma piękny, kokosowo świeży zapach.

Kokosowe chusteczki do demakijażu, które również nie wymagają spłukiwania. Bardzo je polubiłam i używałam codziennie. W opakowaniu jest 25 sztuk, idealnie nasączone tak, żeby z nich nie kapało, a jednocześnie nie są zbyt suche. Dla mnie stopień mokrości tych chusteczek jest w sam raz. Przecieram nimi twarz, szyję i dekolt, natomiast pomijam okolice oczu, ponieważ taka forma do ich zmywania nie bardzo mi odpowiada. Poza tym radzą sobie doskonale z usuwaniem wszelkich zanieczyszczeń. Cudowne w podróży
Mają szczelne zamykanie na klik, nie tylko na taśmę, która często pod koniec już nie przylega szczelnie.

Wszystkie kosmetyki mają urzekającą, kokosową szatę graficzną, która właśnie mnie przyciągała najbardziej spośród 6 dostępnych rodzajów. Zapach idealnie kojący, pachną wodą kokosową i demakijaż przy ich użyciu to czysta przyjemność. Pozostawiają skórę odświeżoną, czystą i mięciutką.
Jedyną wadą jest dla mnie zbyt wysoka cena jak na format podróżny. Uważam, że tyle powinny kosztować pełnowymiarowe opakowania. Zdecydowałam się na to trio ze względu na promocję 3 za 2, więc nie bolało tak mocno.





Moja cała lipcowa pielęgnacja twarzy ograniczyła się do tych 3 produktów. Uzupełniały się doskonale.
TONY MOLY Panda`s Dream. Ten nawilżający żelowy krem jest idealny na lato. Szybko się wchłania, nie klei się i świetnie nawilża dzięki ekstraktom z bambusa i orzeźwiającemu ziołowemu kompleksowi. Przy mojej mieszanej cerze sprawdził się fantastycznie. Ma zielonkawy kolor i bardzo przyjemny zapach. No i to urocze opakowanie!

COSRX Aloe Soothing Sun Cream SPF 50 PA+++ To mój ulubiony krem z filtrem tego lata. Nie tylko chroni przed promieniowaniem, ale także nawilża skórę dzięki ekstraktom z liści aloesu. Bardzo ważne dla mnie, że nie bieli, i mimo, że delikatnie skóra się po nim świeci, to jest bardzo lekki i jej nie obciąża. No i ślicznie aloesowo pachnie. Na pewno kupie ponownie.

Zamiast pudru, który latem może być za ciężki ten krem BB zastąpił mi wszystkie podkłady. Dr.G Pore + Perfect Pore Cover BB SPF 30 PA++. Cały mój zachwyt tym kosmetykiem możecie przeczytać w tej recenzji klik


Odkąd kupiłam tą małą, idealną do torebki wersję mgiełki, mogę mieć odświeżenie na każdym kroku. Nawilżająca mgiełka do twarzy Tony Moly to kosmetyk bez którego można się obejść, ale mnie skusiło śliczne królicze opakowanie. Różowa wersja mgiełki jest przeznaczona do suchej skóry, a biała do tłustej i mieszanej, i ja powinnam mieć tą drugą, jednak nawilżająca również dobrze się u mnie sprawdza.
  Pocket Bunny Moist Mist Tony Moly to buteleczka o pojemności 60 ml a z atomizerem. Rozpylamy mgiełkę na twarz z odległości ok 20 cm i po chwili możemy wklepać nadmiar opuszkami palców. Mgiełka nie pachnie jakoś wyraziście, ale dość delikatnie, słodko- owocowo.
W składzie znajdziemy wodę z oczaru wirginijskiego, oraz mnóstwo ekstraktów owocowych: z truskawki, brzoskwini, jabłka, kiwi, ananasa.
Jestem zadowolona z tego kosmetyku i mimo, iż nawilżenie nie utrzymuje się zbyt długo to warto mieć taki gadżet w torebce, szczególnie latem podczas upałów.

Jeśli lato - to maliny! ten krem jest fantastyczny! Isana Mademoiselle Raspberry to malinowy, bardzo lekki krem dostępny w Rossmannie za jedyne 5,49 zł.  Bardzo przyjemny krem zarówno pod względem zapachu jak i nawilżania dłoni. Za tak niewielką cenę otrzymujemy produkt z fajnym składem, bo znajdziemy tu masło shea, masło kakaowe, ekstrakt malinowy, a także nawilżający panthenol. Krem nie wchłania się zbyt szybko, ale można przez tą chwilę wykonać przyjemny masaż, więc i tak wychodzi na plus. Zapach bardzo owocowy, taki sam jak balsam do ciała z tej serii. Kosmetyk fajnie nawilża, pozostawia na dłoniach delikatny film i niweluje uczucie ściągnięcia. Bardzo wydajny, wystarczy niewielka ilość do jednorazowej aplikacji. Podoba mi się także opakowanie z solidnym zamknięciem typu klik. Polecam. 

Na miano ulubieńca lipca zasługuje też Rozświetlacz do twarzy Pierre Rene. Piękne opakowanie, śliczna tafla na twarzy. Więcej  pisałam o nim tutaj

Ponieważ byłam 3 tygodnie na urlopie, nie  malowałam się codziennie, moja skóra odpoczywała. Jeśli już machnęłam oczko, to sięgałam zawsze po cień LIOELE w odcieniu cappuccino. Mega trwały, wyglądał jak milion dolarów. Zbliżenie koloru możecie zobaczyć na jednym ze zdjęć na moim INSTAGRAMIE

Zdecydowanym ulubieńcem lipca była na pewno Konferencja Bentona w Piotrkowie Trybunalskim. Pisałam o tym spotkaniu całkiem niedawno tutaj



To już wszystko jeśli chodzi o lipiec. Widzę, że sierpień zapowiada się również bogato, więc będzie się działo :)


Mam nadzieję, że ktoś wytrwał do końca :)