27 grudnia 2017

Jingle Bells - wosk zapachowy od Goose Creek Candle

 
Witajcie po Świętach :)

Przez ostatni tydzień mój dom wypełniały zapachy domowych ciast, wigilijnych potraw i korzennych przypraw. Dałam sobie wolne od zapachów świec i wosków, aby w pełni cieszyć się aromatami znanymi i uwielbianymi od dzieciństwa.
Tymczasem już dzisiaj wszystko wraca do normy, koniec wolnego, trzeba było wracać do pracy. I mimo, że wciąż jest cudowny klimat, jaki daje choinka i ozdoby świąteczne, to zatęskniłam za moimi woskami.
Przed świętami paliłam Jingle Bells od Goose Creek Candle i zakochałam się zarówno w etykiecie jak i cudownej owocowej słodyczy tego wosku.
Taką zimę, jaką mamy na etykietce chciałabym wreszcie zobaczyć na święta. Niestety nie dane nam ostatnimi laty cieszyć się śniegiem, więc z tęsknotą spoglądam i marzę.


Zapach wosku to petarda! Mamy tutaj chrupiące jabłka i gruszki, soczyste morele i słodką watę cukrową. Słodycz tą podbija ukochana przeze mnie wanilia, ale żeby nie było zbyt mdło, w tle równoważą ją mandarynki. Zapach fantastyczny, owocowy, taki otulający, ale lekki i genialnie zimowy. Jestem w nim zakochana i chcę więcej i więcej....
Moc wosku dobra, choć nie jest to killer. Czuć go w całym domu i idealnie nastraja. Myślę, że jest to taki rodzaj zapachu, który może się podobać wszystkim.


Kolor wosku to delikatna szarość, po stopieniu robi się jeszcze bardziej pastelowy i rozwodniony. Genialnie spójny z etykietą. Nic dodać nic ująć.
Patrząc na ten zaprzęg, aż ma się ochotę na kulig zimowy, na radość z sypiącego śniegu, beztroską zabawę na całego. Aż żal, że za oknem szaro i nie ma baśniowej bieli.


Wosk mam ze sklepu PACHNĄCA WANNA, a z tego co widzę, na stronie dostępna jest świeca zapachowa o wdzięcznej nazwie Jingle Bells .

Nie wiem, czy to podgrzewacze, na jakie ostatnio trafiam, czy większy chłód w pomieszczeniach, ale strasznie słabo roztapiają mi się woski w kominkach. Dlatego wkładam po 2 tealighty i wtedy jest ok. Też tak macie ?
Dajcie znać, czy skusilibyście się na ten zapach ?