14 października 2018

Whamisa Płatki peelingujące zwężające pory Organic Seeds Peeling Finger Mitt Pore Care


Jest wiele różnych peelingów, gruboziarniste, drobnoziarniste, enzymatyczne, gommage, maseczki typu peel-off, ale moim ulubieńcem ostatnich miesięcy są peelingujące płatki. Szybko, łatwo i przyjemnie. Zakładasz na palce, masujesz skórę twarzy i cieszysz się piękną, gładką i niepodrażnioną skórą. Zainteresowani? Zapraszam dalej:)

Peelingujące płatki Whamisa znajdziecie w moim ulubionym sklepie z azjatyckimi produktami Skin79, a także w Azjatyckim domu piękna


Zachwyca mnie w tym kosmetyku wszystko! Ładne opakowanie, minimalizm i estetyka.
W plastikowym słoiczku znajduje się 25 ślicznie pachnących płatków, które przy użyciu 2x w tygodniu starczą na ok 3 miesiące.
Płatki peelingujące to forma delikatnego, mechanicznego peelingu odpowiedniego dla każdego rodzaju skóry, nawet suchej i skłonnej do podrażnień.
Te ekologiczne płatki nasączone są sfermentowana wodą z nasion oraz wyciągiem z organicznego ryżu i jęczmienia. Specjalnie opracowana struktura płatka pozwala łagodnie usunąć martwy naskórek i inne zanieczyszczenia nie podrażniając przy tym skóry.




Płatki są dziecinie łatwe w użyciu. Bierzesz jeden, nakładasz na dwa palce i delikatnie masujesz okrężnymi ruchami najlepiej wędrując od dołu do góry twarzy. Po chwili wystarczy spłukać pozostałości peelingu ciepłą wodą, stonizować skórę i przejść do dalszej pielęgnacji. Easy Care <3

Po użyciu płatków możemy cieszyć się delikatną, wygładzoną i piękną skórą. Nie ma sterczących skórek, zaczerwieniania, ani podrażnienia. Co jest także fajnym bonusem - to zwężenie i zmniejszona widoczność porów. Oczywiście przy regularnym stosowaniu, a nie raz i cud.


Oczywiście skład jest mega wypasiony i bezpieczny dla skóry.

 Ingredients  *Oryza Sativa (Rice) Extract, *Hordeum Vulgare Seed Extract, *Ethanol, *Glycerin, Sodium Hyaluronate, *Lactobacillus/Avena Sativa (Oat) Kernel Ferment Filtrate, *Lactobacillus/Glycine Soja (Soybean) Ferment Filtrate, *Lactobacillus/Phaseolus Radiatus Seed Ferment Filtrate, *Glycine Soja (Soybean) Seed Extract, *Phaseolus Angularis Seed Extract, *Coix Lacryma-Jobi Ma-yuen Seed Extract, Beta-Glucan, ***Scutellaria Baicalensis Root Extract, ***Paeonia Suffruticosa Root Extract, ***Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Betaine, Betaine Salicylate, Xanthan Gum, Tartaric Acid, Vetiveria Zizanoides Root Oil, Foeniculum Vulgare (Fennel) Oil, Pogostemon Cablin Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil.

Nie wiem czy próbowaliście kiedykolwiek takiego rodzaju złuszczania, ale jeśli nie, to szczerze polecam. Ja zostałam ich fanką.



To jak ? Masujemy ?

11 października 2018

Passionfruit Martini, Autumn Leaf & Amber - jesienne woski Goose Creek Candle


Październik nas rozpieszcza piękną pogodą, a u mnie sezon na woski i świece rozpoczął się na dobre. Goose Creek Candle ma zawsze piękne kompozycje zapachowe na ten sezon i jeszcze nie zdążę dobrze nacieszyć się jesiennymi, a już pojawiają się zimowe. Czysta rozpusta.
 Przez najbliższe tygodnie będzie bardzo zapachowo na blogu, bo mam dla Was sporo wosków do polecenia.

PASSIONFRUIT MARTINI




Passionfruit Martini  to przepiękna owocowa kompozycja, bardzo soczysta i cudownie odświeżająca. Wosk ma kolor morelowo-pomarańczowy i wygląda bardzo energetycznie. Zapach jest mocny, na sucho pachnie prawie tak samo jak po rozpaleniu. Nie jest mocno słodki, ale fajnie przełamany kwaśnymi i delikatnie cierpkimi nutami.  Przepięknie odwzorowana jest tutaj passiflora. Cudowny.
Moc bardzo dobra.

Nuty głowy: passiflora, mandarynka, żurawina
Nuty serca: limonka, cytryna, pomarańcza
Baza: drewno sandałowe, jagody jałowca


AUTUMN LEAF & AMBER


 
"Oderwij się od codziennych trosk w drewnianym domku nad jeziorem, wdychając zapach spokoju i obserwując złote liście lśniące w promieniach słońca"

 Autumn Leaf & Amber  kompletnie mnie zaskoczył. Wąchając go na sucho byłam pewna, że czuję cynamon, a w opisie zupełnie go nie ma. Po rozpaleniu też czuję cynamon, co jest dla mnie niezrozumiałe. Mój nos płata mi figle. Jest to idealna kompozycja zapachowa rozpoczynająca jesień. Zapach może już trochę oklepany, ale jednocześnie nie nudny i uzależniający. Jestem nim zachwycona! Czuję jabłka i drzewo cedrowe nadające mu ostrości i drapieżności.  Jednocześnie jest słodki, otulający i tak bardzo kojarzący się z tą porą roku. Ma w sobie tą tajemniczą aurę, jaką wyczuwa się spacerując jesienią po lesie, szurając w lekko wilgotnych liściach. Jednak to pewnie za sprawą bursztynu i wanilii mam ochotę w nim się zatracić. Moc wosku bardzo dobra.

Nuty głowy: ciepły bursztyn, jesienne jabłka
Nuty serca: jesienne drewno, złote liście
Baza: wanilia, paczula, drewno cedrowe

Oba woski są warte poznania, a znajdziecie je w  PACHNĄCEJ WANNIE


5 października 2018

Rozjaśniam przebarwienia po japońsku - Angel Recipe All In One Essence


Ponieważ głównym i w zasadzie jedynym ( poza rozszerzonymi porami ) problemem mojej cery jest skłonność do przebarwień, nie ustaję w poszukiwaniu skutecznie je likwidujących kosmetyków. Walczę z nimi co roku i jak bumerang wracają w maju. Mocne słońce i od razu bam! Nieważne, że cały rok stosuję kremy z wysokim filtrem, one wciąż mnie nawiedzają. Pokochać ich nie potrafię, bo kto chciałby darzyć szacunkiem brązowe plamy wyskakujące na czole, pod nosem i na policzkach. I co roku znajdują sobie jakieś ciekawe miejsce na twarzy żeby pokazać się z tej ciemnej strony :)
Jak do tej pory jedynym produktem, który skutecznie potrafił rozjaśnić te paskudne plamy było serum z witaminą C Dear Klairs. Było na tyle skuteczne, że moja kosmetyczka była w szoku. 

Dzisiaj mogę śmiało napisać, że znalazłam drugi taki kosmetyk czyniący cuda w kwestii rozjaśniania.
Co najśmieszniejsze, to zarówno jeden jak i drugi poznałam dzięki Interendo. Klairs kupiłam po jej rekomendacji, a Angel Recipe dostałam na azjatyckim spotkaniu Hello Asia 3
W obu jestem zakochana.


Moja buteleczka tej japońskiej esencji zmierza ku końcowi i muszę przyznać, że efekty są znakomite. Moje przebarwienia stały się dużo jaśniejsze, już nie rzucają się tak w oczy. Dodatkowo kosmetyk ten działa nawilżająco i ujędrniająco, czyli daje wszystko, czego potrzebuje moja skóra.
Opakowanie jest bardzo estetyczne, plastikowa, czerwona buteleczka z wygodną i niezawodną pompką. Pozwala ona precyzyjnie dozować produkt nie strzelając po oczach.
Konsystencja esencji jest dość gęsta, żelowa, ale po wyciśnięciu na dłoń staje się rzadka i wodnista. Dzięki czemu łatwo ją rozprowadzić na skórze.  Ja nie wyczuwam w niej zapachu, jest to dla mnie zapach "wody", czyli całkowicie zwyczajny.
Esencja wchłania się bardzo szybko jeśli wcześniej spryskamy twarz hydrolatem, lub przetrzemy tonikiem. Musi być po prostu wilgotna, wtedy nie pozostawia żadnego filmu. Jeśli nałożymy ją na suchą skórę, może się trochę kleić. Jeśli się przyjrzymy dokładnie, wewnątrz żelu widać takie małe kapsułki, jednak po wyciśnięciu znikają, w ogóle nie są wyczuwalne podczas aplikacji.




Co zawiera ten produkt, że tak świetnie działa ?
Znajdziemy tutaj witaminę C, arbutynę, ekstrakt ze skalnicy, oraz tzw, żywy kolagen przywracający świeżość i elastyczność, ekstrakt z lukrecji i rumianku. 

Esencję można stosować zarówno na dzień pod makijaż, jak i na noc. Nie powoduje ona problemów z podkładem, ponieważ ekspresowo się wchłania. Ja używam jej codziennie właśnie rano.
Szkoda, że jest ona tak słabo dostępna. Możecie jednak ją zamówić w sklepie Berdever w cenie 80 zł.
Ja jestem bardzo z niej zadowolona i na pewno nie skończy się na jednej butelce.