14 września 2019

NOU Peony, woda toaletowa z linii NOU Flowers


Wielokrotnie przechodziłam obok zapachów NOU w Rossmannie. Opakowania tych wód toaletowych zawsze przyciągały mój wzrok, czarne, eleganckie, kobiece.
Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości marki, mogłam przetestować zapach okrzyknięty przez magazyn Twój Styl "Doskonałością Roku 2018"
Czy zapach piwonii mnie uwiódł?

Linia NOU Flowers posiada 6 zapachów inspirowanych podróżą po bajecznie kwiatowych ogrodach. Oprócz piwonii znajdziemy także butelkę o zapachu bergamotki, frezji, jaśminu, róży i paczuli, oraz kwiatu wiśni.



Co o zapachu mówi producent?

"Kiedy wejdziesz do ogrodu NOU Peony, delikatny powiew wiatru przyniesie ci miłe ukojenie. Poczujesz delikatny zapach porannej rosy na płatkach róż, spod których uniosą się na chwilę nuty czarnego pieprzu. Zawrócą ci nieco w głowie, ale nie poddawaj się. Wejdź do ogrodu głębiej. A gdy poczujesz, że cudowniej być nie może, ze zdwojoną siłą powrócą płatki róż, tym razem w towarzystwie zniewalającej piwonii. To nie koniec podróży. Przygotuj się na kolejne doznania. W spowitej mgłą dolinie czekają na ciebie piżmo, drzewo cedrowe i paczula. Tu możesz się zatrzymać i odpocząć aż do zachodu słońca."


NUTY ZAPACHOWE:
  • nuta głowy: poranna rosa, płatki róż, czarny pieprz
  • nuta serca: róża, piwonia
  • nuta bazy: piżmo, drzewo cedrowe, paczula
 Woda toaletowa ma pojemność 50 ml i kosztuje 69 zł. Dostępna w Rossmannie.


Szata graficzna kartonika bardzo mi się podoba, butelka jest szklana, masywna, z działającym bez zarzutu atomizerem. Tworzy on delikatną mgiełkę. Butelka ma naklejoną etykietę, co średnio mi odpowiada, choć nic się z nią nie dzieje. Ogólnie jest prosto, klasycznie i ze smakiem.

Zapach to niestety nie moja bajka. Próbowałam go polubić, bo uwielbiam zapach piwonii i mam ich pełno w swoim ogrodzie. Jednak jakaś ostrość i nachalność tego aromatu aż wgryza mi się w gardło.
Co do trwałości - to nie mam zastrzeżeń, pachnie intensywnie przez wiele godzin, a na ubraniach jest wyczuwalna jeszcze na drugi dzień. Peony to zapach zbyt dla mnie kwiatowy, drażni mnie i przeszkadza. Wiem, że są miłośniczki takich pięknych kwiatowych wód toaletowych i wierzę, że zapach znajdzie swoich miłośników. W mój gust się nie wpisał, ale chętnie poznam inne wersje, szczególnie kusi mnie kwiat wiśni oraz róża i paczula.
Jestem pewna, że Peony spodoba się mojej mamie, więc podaruję jej flakonik.


A jak jest z Wami? Lubicie mocno kwiatowe zapachy? Znacie markę NOU POLAND?


31 sierpnia 2019

Malinowa Fantazja - Nivea Pure Color - ochrona włosów farbowanych


PURE COLOR Micellar  to nowa linia kosmetyków do włosów Nivea mających chronić kolor włosów farbowanych i z pasemkami. W skład linii wchodzą 2 produkty: Micelarny szampon o pojemności 400 ml i odżywka-maska 2w1 w tubie 200 ml.
Kosmetyki zawierają ocet malinowy i olej z orzechów makadamia. Ich formuły są tak stworzone, żeby chronić kolor, a jednocześnie oczyszczać i nawilżać włosy.


Oba kosmetyki przypadły mi do gustu, a ich łagodne formuły chronią naturalne pH skóry głowy. Opakowania ładnie się prezentują i są wygodne w użyciu. Co ważne szampon i odżywka przeznaczone są do codziennego stosowania. Bardzo mi to odpowiada, bo właśnie myję włosy codziennie. Według producenta kosmetyki mają chronić kolor aż do 8 tygodni.

MICELARNY SZAMPON



  Szampon ma dużą pojemność 400 ml i zamknięty jest w przezroczystej butelce, w której widać zużycie produktu. Kosmetyk ma przepiękny malinowy zapach, dość mocno perfumowany. Jest bardzo wydajny, mocno się pieni i łatwo spłukuje. Włosy po nim nie są tępe i matowe, ale wręcz przyjemne w dotyku, bardzo miękkie. Jest gęsty, jakby żelowy, bezbarwny. Jego formuła jest przyjazna dla skóry głowy, nie powoduje łupieżu i swędzenia. Ma on za zadanie łagodnie oczyszczać i chronić kolor włosów farbowanych. Myślę, że dodatek octu malinowego jest za to odpowiedzialny. Zamyka on łuski włosa i ładnie je wygładza. Ciężko mi powiedzieć, czy rzeczywiście chroni kolor, ponieważ moje włosy są tuż przed farbowaniem. Jednak po duecie szampon i odżywka są wciąż mocno błyszczące i ładnie wyglądają. Nadaje się on do codziennego mycia włosów i to mi bardzo odpowiada, bo rzeczywiście myję je codziennie. Kosmetyk ten nie powoduje ich wysuszenia, a wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że trochę je nawilża. Szampon nie zawiera alkoholu w składzie, choć ma SLS. Jestem z niego bardzo zadowolona i chętnie będę do niego wracać.
Cena w Rossmannie 18,29 zł.

ODŻYWKA-MASKA 2W1



 Podobnie jak szampon z tej linii, przeznaczona jest do włosów farbowanych i z pasemkami. Jest to rodzaj kosmetyku 2w1, czyli można go stosować jako odżywkę i jako maskę do włosów. Kosmetyk ma tak samo piękny malinowy zapach jak szampon micelarny. Odżywka jest dosyć gęsta, ma śliczny różowy kolor i nie spływa z włosów. Jeśli chodzi o jej działanie, to zdecydowanie wolę ją w roli maski, którą trzymam na włosach od 10 do 20 minut. Wtedy pokazuje cały swój potencjał. Włosy są gładkie, błyszczące, takie śliskie w dotyku. Świadczy to o zamknięciu łuski i ich wygładzeniu. Jako odżywka jednominutowa nie działa już tak dobrze, nie nabłyszcza włosów tak mocno, choć ładnie je nawilża. Dzięki zawartości oleju z orzechów makadamia, włosy stają się odżywione i pełne blasku. Maska w duecie z szamponem sprawia, że moje włosy chcą śpiewać z radości, tyle mają energii.
Cena w Rossmannie 15,99 zł.


Kosmetyki w duecie świetnie pielęgnują włosy. Nie do końca wiem, czy aż 8 tygodni chronią kolor, bo już za tydzień mam wizytę u fryzjera i nie są one świeżo po farbowaniu.
Bardzo podoba mi się ich zapach, są delikatne dla włosów i skóry głowy, nie obciążają i nie wysuszają. Włosy stają się bardziej błyszczące i pełne życia. Poza tym, że nie mają naturalnego składu, nie mam im nic do zarzucenia.
Ciekawa jestem, czy już sięgnęliście po te produkty?

26 sierpnia 2019

La-Le Masło kawowe pod oczy i nie tylko


Będąc na targach kosmetyków naturalnych we Wrocławiu jedno stoisko przyciągało z daleka. Każda miłośniczka porannej dawki kofeiny teraz mnie zrozumie. Zapach kawy z cukrem obłędny i tak bardzo intensywny, że aż do tej pory pamiętam, ciągnął mnie za nos do stoiska krakowskiej marki kosmetyków naturalnych La-Le. 
O ile kawa z rana musi być, tak kosmetyki o zapachu kawy omijam z daleka.  
Jak to się stało, że od razu sięgnęłam po szklany ciemny słoiczek obiecujący dawkę porządnej energii z ziaren kawy płynący? Do tej pory się nad tym zastanawiam. Magia!

Masło kawowe pachnie niesamowicie. Miałam nadzieję, że każdego ranka, oprócz filiżanki kawy, obudzi mnie także krem pod oczy. "Ta kawa budzi mnie" słyszałam z tyłu głowy. Czy tak jednak było ?


Niestety nie! 
Miałam nadzieję, że dawka masełka prosto pod oczko, otworzy je natychmiast i gotowe będzie do malowania rzęs jak ta lala. A tu proszę poślizg. Masło nie wchłaniało się kompletnie, a wykonanie makijażu, który nie warzył się i rozmazywał graniczyło z cudem.
Musiałam kawiarenkę La-Le przenieść na nocne godziny. Mimo, że zapach kawy pobudza, to odważyłam się nanieść kosmetyk pod oczy i na powieki tuż przed spaniem. I nie kochane, nie spędziło mi ono snu z powiek. Zasnęłam snem twardym i słodkim. Rano niestety nie ujrzałam w lustrze królewny. Worki jak co rano były i miały się dobrze. Niestrudzona nakładałam krem każdego wieczora i ku mojemu zdziwieniu worki wciąż były :) Ale co zauważyłam, to pięknie wygładzoną, delikatną skórę pod oczami. Zmarszczki jakby się wyprostowały, a skóra stała się bardziej sprężysta i już nie taka cienka.


 Masełko jak przystało ma zbitą, gęstą konsystencję. Jednak po rozsmarowaniu staje się delikatnym olejkiem, lekkim i łatwo się smarującym. Ponieważ sam w sobie nie nawilża, a jedynie zapewnia warstwę okluzyjną, warto pod niego stosować coś nawilżającego mającego w składzie kwas hialuronowy, aloes czy chociażby glicerynę. W tej konfiguracji to czysta petarda.

Skład jest prosty, krótki i taki do mnie przemawia. Masło shea, olej z zielonych ziaren kawy i macerat z kawy. Ot i tajemnica udanej receptury.
Masełko ma kolor kawy z mlekiem, pachnie cudnie i jest mega wydajne. Można je dostać w dwóch pojemnościach: 30 i 60 ml. Ja mam tą mniejszą pojemność i zużycie nie jest proste.
Na szczęście zauważyłam, że masełko jest kosmetykiem bardzo uniwersalnym. Świetnie działa na usta, jako krem do rąk i na przesuszoną skórę łokci. Regeneruje i zmiękcza skórę, pozostawia ją gładką i elastyczną i napiętą.


Bardzo podoba mi się szata graficzna kosmetyków La-Le, jest prosta, elegancka i przemawia do mnie biała etykieta. Szklany słoiczek jest jak najbardziej na tak. Ceny również są przystępne, zapłacimy za krem kawowy ok 20, 25 zł. A wydajność niesamowita.

Masło nie podrażnia moich wrażliwych oczu, nie obciąża ich, ale nie działa cudów w kwestii zmniejszenia opuchnięć i rozjaśniania cieni. Mimo wszystko jest jak najbardziej warte wypróbowania, a w połączeniu z nawilżającym kosmetykiem zaskoczy niejedną z Was.



Niedługo kolejne, jesienne targi we Wrocławiu, mam nadzieję, że marka również będzie, bo chętnie poznam inne kosmetyki. Dodam, że produkt jest w pełni naturalny, nie zawierający żadnych substancji chemicznych. Wykonany ręcznie w bardzo krótkich seriach. Przyjazny dla Vegan i wegetarian - bez dodatków pochodzenia zwierzęcego.

Lubicie kawowe zapachy do pielęgnacji ciała?